Historia polskiego haremu

tekst Anna Komorowska

zdjęcia Artur Komorowski

Rzecz działa się dawno temu w Grabkach Dużych, wsi położonej w woj. świętokrzyskim, na skraju malowniczego Pogórza Szydłowskiego, 16 km na wschód od Chmielnika. Historia polskiego haremu sięga czasów, kiedy Stanisław Rupniewski, podobnie jak wielu innych wówczas szlachciców, uczestniczył w pospolitym ruszeniu. Pod wodzą Jana III Sobieskiego brał udział w bitwie z Turkami pod Wiedniem. Miało to miejsce 12 września 1683r.

Faktem jest, że bitwę wygrali Polacy, lecz powód do chwały miał jedynie Jan III Sobieski, który po owym zwycięstwie znacząco wzmocnił swoją pozycję. Pomimo, iż Polacy zwyciężyli, wielu z nich dostało się do tureckiej niewoli. Wśród nich był Stanisław Rupniewski

Szlachcic Turkiem podszyty

Przyjmując Islam, nasz szlachcic bardzo szybko odnalazł się w nowych warunkach. Tym samym zjednał sobie sympatię Turków, w oczach których urastał nawet - w pewnym sensie - do miana bohatera. Niewielu bowiem jeńców decydowało się na taki krok. W charakterze niewolnika przebywał w Turcji około 20 lat. W tym czasie poznał zwyczaje i religię tego kraju, który go zauroczył i olśnił. Pomimo owego zauroczenia nękał swego wuja - biskupa łuckiego, aby ten wykupił go z niewoli. Choć kwota, którą żądli Turcy za osobę Rupniewskiego była wysoka, odzyskał on wolność w 1709 r. i osiadł w swym rodzinnym dworze w Gnojnie koło Chmielnika.

Nasz bohater wrócił do Polski. Był u siebie, ale ciągle czegoś mu brakowało, a przed jego oczyma przesuwały się wspomnienia z orientalnej Turcji. Żył w dobrobycie, wyznając religię mahometańską, co wprawiło jego katolicką rodzinę w ogromne zakłopotanie. Pustkę i tęsknotę za pięknym krajem ukoił sprowadzając z Włoch architekta, Franciszka Placidiego. Według projektu Placidiego został wzniesiony orientalny zespół pałacowy. Pałac zwany ,,tureckim" lub ze względu na uwielbienie jego właściciela dla płci przeciwnej - ,,haremem", wtopił się w krajobraz dóbr Rupniewskich w Grabkach Dużych (1742 r.).

Pomimo swego wieku - 60 lat, pan Stanisław nadal był kawalerem i z energią młodziana korzystał z uciech życia. W swym pałacu, który nie bez powodu nazywany był haremem, gościł partnerki, które zmieniał jak przysłowiowe rękawiczki - oczywiście ku zgorszeniu rodziny i całego otoczenia, bo nie dość, że wyznawał Islam, to jeszcze prowadził rozwiązły tryb życia. Być takim indywidualistą w owych czasach....

Miłość kindżałem ugodzona

Żyło mu się dobrze, a i na brak towarzystwa w swym haremie nie narzekał. Jednak pewnego razu całkowicie stracił głowę - poznał pannę z Szydłowa. Rupniewski, w stroju tureckim z kindżałem za pasem, bardzo często odwiedzał ową pannę - notabene wychowankę szydłowskiego proboszcza, który nie był rad tym odwiedzinom. Rupniewski szalał z miłości, był tym uczuciem odurzony i zauroczony. Nie pociągały go już piękności, które chętnie z panem Stanisławem pozbywały się w jego haremie wszelkich oporów i granic przyzwoitości. Rupniewski zakochał się aż do bólu. Pewnego dnia zabrał panienkę na przejażdżkę, a przejażdżka ta zakończyła się porwaniem. Powóz gnał z Szydłowa wprost do pałacu w Grabkach. Po drodze przerażona panna wysłuchiwała wyznań miłości i obietnic, że ,,on dla niej wszystko". Obietnice i deklaracje w czasie tego szaleńczego porwania suto były okraszane pocałunkami i uściskami. Rozpędzony powóz dotarł nocą do posiadłości, ale porwanie zakończyło się bardzo niefortunnie - konie nie wyhamowały i powóz roztrzaskał się o drzewo przy alei prowadzącej do pałacu. Rupniewski zginął na miejscu, dziewka zaś ocalała. Jak głosi wieść, nadział się na swój kindżał turecki, z którym nigdy się nie rozstawał

Całe życie Rupniewskiego było grzeszne i rozpustne. To, że nie podobało się to innym dla niego było nieistotne Ľjak tego pragnął. Swój radosny żywot zakończył 1 grudnia 1763 r. wpadając w sidła, które sam na siebie zastawił. Zgubiło go uczucie do pięknej kobiety. Mimo, że Rupniewski wyznawał Islam i znany był z hulaszczego trybu życia, został pochowany w rodzinnej krypcie, w ruinach dawnego klasztoru oo.

Reformatów w Kątach Starych pod Stopnicą. Odnajdziemy tam zardzewiałą od starości wielką, metalowa tablicę ku czci rodziny Rupniewskich.

Duch kasztelana Rupniewskiego przez pewien czas ukazywał się to tu, to tam. Widywano go pochylonego, trzymającego się za przebity kindżałem, obficie krwawiący brzuch. Od lat nikt jednak nie widział jego ducha. Widać wszystkie grzechy zostały mu wybaczone, a dusza jego zaznała ukojenia.

Czar ,,rozpustnej budowli"

Historia Rupniewskiego powinna zachęcić do odwiedzenia tego osobliwego miejsca o orientalnej architekturze. Faktem bowiem jest, że gdyby nie uczestnictwo Rupniewskiego w bitwie pod Wiedniem i trafienie do tureckiej niewoli nie byłoby dziś orientalnego pałacu. Jest on efektem zauroczenia turecką architekturą oraz tureckimi zwyczajami.

Sposób prowadzenia się właściciela haremu nie każdemu może się podobać, lecz sam Ľciekawy. Pałac wygląda bardzo efektownie zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. Został zbudowany na planie krzyża greckiego, w stylu architektury orientalnej. Składa się z ośmiobocznej części centralnej, w której mieści się ogromna sala, obudowana niższymi symetrycznymi salonikami. Piętro wyżej znajdują się liczne, również symetrycznie rozmieszczone pokoje. Chodząc po tych wszystkich zakamarkach, pokojach, pokoikach trudno oprzeć się wrażeniu, że tutaj naprawdę istniał harem. W podziemiach pałacu znajduje się system korytarzy i kanałów podziemnych. Po stronach - wschodniej i zachodniej pałacu stoją dwa pawilony późnobarokowe. W jednym z nich, zgodnie z turecką tradycją znajdowała się herbaciarnia, drugi zaś służył do modlitwy. Pawilony mają kształt czworoboku o ściętych narożach i dwie kondygnacje. Kryte są dachami namiotowymi o tzw. giętym profilu. Cały obiekt stylizowany jest według maniery orientalnej.

Za czasów Rupniewskiego, opodal pałacu znajdował się piękny park, gdzie dużą atrakcją dla jego licznych gości był zwierzyniec - podobno wśród starych drzew w parku żyła płowa zwierzyna.

Blask dawnej świetności

Ten oryginalny pałac poddawany był bardzo ciężkim próbom losu. W 1831 r. został spalony, a następnie dosłownie dźwignięty z ruin. W latach 1944 - 45, w czasie toczonych działań wojennych, uległ poważnym zniszczeniom. Po wojnie został odbudowany i zrekonstruowany, a następnie znalazł nowe przeznaczenie Ľstał się siedzibą Wojewódzkiego Ośrodka Doskonalenia z Małogoszczy, gdzie organizowano wszelkie kursy dla rolników. Podobno dzięki temu majątek nie popadł w ruinę. Gdy Wojewódzki Ośrodek Doskonalenia ogłosił upadłość, majątek przejęła gmina Szydłów, a pałac zaczął niszczeć. Trwało to kilka lat. Rokiem zbawiennym dla spuścizny, którą pozostawił po sobie Rupniewski był rok 1991, gdy cały majątek zakupiła osoba prywatna.

Osiem lat temu, w odremontowanym pałacyku zamieszkał Marek Sajkiewicz ze swoją rodziną. Obecny właściciel przyjechał tu - na ziemie swych przodków z Wrocławia. Życiowa rola, jakiej się podjął jest dość trudna, niełatwo bowiem zwyczajnej osobie mieszkać w zabytkowym pałacyku, ponieważ to nieustannie zobowiązuje. Pan Sajkiewicz opowiada o ciągłych trudnościach i problemach związanych z wymogami nadzoru konserwatorskiego. Nie jest łatwo, jak mówi, ale cieszy się, że tak dużo osiągnął. Dziś pałacyk wygląda urzekająco i trudno uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu była to kompletna ruina (do tej pory remont obiektu znacznie przekroczył cenę jego zakupu). Choć obiekt pełni rolę posiadłości prywatnej, jego gospodarz nie ma nic przeciwko temu, aby tu przyjechać i zobaczyć to osobliwe miejsce.

Ten, kto tu zawita przekona się, że obecny właściciel włożył wiele serca, by przywrócić pałacowi jego dawną świetność. Na pytanie, czy nie przeszkadza mu duch Rupniewskiego, z uśmiechem odpowiada, że jest z nim nawet zaprzyjaźniony...

Zwiedzając ten teren warto sobie uświadomić, że stąpamy po śladach Rupniewskiego, a historia, jaką po sobie pozostawił jest niebanalna. Kochał Polskę, kochał Turcję, a ponad wszystko kochał kobiety. To paradoksalne, w wyniku jakich uczuć powstała ta unikalna na terenie Polski budowla. A że jej właściciel sprzed 238. lat często tracił głowę dla płci pięknej nazwano ją haremem.

Autorzy dziękują Panu Markowi Sajkiewiczowi za gościnność i współpracę.

[powrót]