Sylwester  Rudnik

Tajemnice Narolskiej Rezydencji

Odgłosy hucznej zabawy docierały daleko w głąb parkowych alej, rozświetlonych po-światą ginącego księżyca. Zniszczone, majestatyczne mury pałacu powoli budziły się z nocne-go snu. Obszerny dziedziniec, z dawnymi gazonami i kwiatonami przykrywał gęsty, dziewiczy śnieg. Nieustający gwar rozmów przerywał co pewien czas wybuch gromkiego młodzieńczego śmiechu. Rozbawione towarzystwo stanowiące okoliczną młodzież z Armii Krajowej świętowało w opustoszałym pałacu zapusty i zbliżający się koniec wojny. Był 12 II 1945 rok.

Gdy dochodziła piąta rano pod majątek podjechała kolumna pojazdów. Kilkudziesięciu  fun-kcjonariuszy KBW( Korpusu Bezpieczeństwa Wojskowego), dowodzonych przez NKWD-zistę Philipienko, otoczyło pałac. Gdy padły pierwsze strzały młodzi AK-owcy zorientowali  się, że są w potrzasku. Przebywający z nimi ogrodnik, znający tajemny pałacowy schowek, postanowił wszystkich ukryć. Wejście do małej piwnicy prowadziło przez kominek i komin w salonie. Gdy do pałacu wtargnęło wojsko, wszyscy oprócz jednej dziewczyny ( bojącej się zejścia w głąb komina), pozostawali w ukryciu. Z uwagi na ciemności, nacierający żołnierze poczekali do rana, po czym z pomocą aresztowanej podeszli do schowka i wywoływali wszystkich po imieniu. Wychodzących kopano i szykanowano. Dowódcy plutonu wybito pistoletem zęby. Pałac przeszukano, odnajdując w nim przechowywaną broń. Na rozkaz Philipienki cały budynek wraz z pawilonami bocznymi podpalono. Tak dobiegła końca tragiczna historia wspaniałej, okazałej, XVIII-wiecznej siedziby ziemiańskiej na wschodnich rubieżach kraju, pałacu w Narolu.

,,Przewyborna architektura"

Historia ta rozpoczęła się w 1776 roku, gdy ówczesny właściciel tych dóbr - Feliks Antoni hr. Łoś, poseł na sejm z woj. podolskiego, Wielki Kuchmistrz Królestw: Galicji i Lodomerii oraz szambelan dworu wiedeńskiego, rozpoczął budowę późnobarokowego założenia pałacowo-parkowego. Kilka lat później tak oto scharakteryzował powstałą rezydencję Ewaryst Andrzej Kuropatwicki, autor ,,Geografii Galicyci": ,,(...) pałac na górze za miastem z pawilonami, ogrodem i wszelkimi oficynami, przewyborną architekturą wymurowany (...)" Droga prowa-dząca z miasta ,,(...) nie tylko lipami rozkosznemi wysadzana, ale i pięknymi domami rozma-itych rzemieślników obudowana". Niepowtarzalność i malowniczość tego miejsca, jak również ekscentryczny charakter gospodarza, sprawiły, iż w szybkim czasie Narol stał się znany w całej Rzeczpospolitej. .

Szczególną rolę zaczęła odgrywać powołana przez hrabiego, szkoła dramatyczno-muzyzna, wspierająca stypendiami, uzdolnioną artystycznie młodzież. W jednym z pałacowych pawilonów umieszczono teatr. Wnętrze sali ozdobiono freskami przedstawiającymi portrety XVIII-wiecznych dramatopisarzy. Wyznaczającą główną oś kompozycji aleję lipową zakończono trójdzielną bramą wjazdową, przez którą karety i powozy wjeżdżały na obszerny dziedziniec paradny. Ponad środkowym prześwitem bramy, od strony alei, w kolorowym polu, umieszczono herb rodziny Łosiów - Dąbrowa, a pod nim łacińską inskrypcję ,,Deum colle, hominibus succurre, veritatem sustineto, legibus pareta.".

 (,,Chwalić Boga, pomagać ludziom, zachowywać prawdę, przestrzegać praw"). Od strony dziedzińca widniał napis ,,Ordine et justitia" (Porządek i sprawiedliwość). Sam pałac, o dwukondygnacyjnym korpusie, skierowany frontem na południe, łączył się poprzez 9-osiowe galerie z dwoma pawilonami bocznymi, tworząc kształt podkowy, przypominający herb fundatora. Za arkadami ukryto parterowe budynki mieszkalne dla: nauczycieli, guwernerów i służby, a także kuchnię i spiżarnię. Tuż za pałacem na długości 0.5 km, rozciągał się park o układzie regularnym, zaprojektowany przez Norberta Hammerschmidta.

Całe założenie ogrodowe podzielono na 3 kondygnacje, z alejami lipowymi, grabami, drzewami iglastymi i bukszpanem. W głębi usytuowano place zabaw i gier oraz ptasznik z egzotycznymi ptakami. Biegnącą równolegle do elewacji pałacu aleję kasztanowców, zdobił ciąg kamiennych posągów, przedstawiających greckie i rzymskie bóstwa oraz obeliski i kolumny z inskrypcjami

Narolska kolekcja

Szczególną wartość materialną i kulturową przedstawiały pałacowe wnętrza. Feliks Antoni hr. Łoś, znany miłośnik, mecenas i kolekcjoner dzieł sztuki zdołał zgromadzić wspaniałą kolekcję. Składały się na nią: bogata biblioteka (z licznymi Ľpolskich numizmatów, chińska porcelana, srebra, ordery,  tkaniny, familijne pieczęcie, marmurowe rzeźby, złocone komplety mebli Ludwik XVI oraz licząca kilkaset obrazów kolekcja malarstwa włoskiego i holenderskiego. Oddzielną część płócien stanowił zbiór XVII i XVIII-wiecznych portretów członków rodziny  Łosiów, który zdobił tzw. salę ĽOkoło 1859 roku znaczna część zbiorów została wywieziona do majątku Młyńsk przez Włodzimierza hr.Łosia, syna Tadeusza, zmarłego dziedzica Narola. Większą część biblioteki sprzedano Stanisławowi Potockiemu z Brzeżan.

Ku upadkowi

 Potężnym ciosem dewastującym pałac i jego wyposażenie był pożar, który w czasie powstania styczniowego wywołały wojska austriackie. Kilka sal zostało tak dalece uszkodzonych, że mimo późniejszego gruntownego remontu (przeprowadzonego przez kolejnego właściciela hr. Juliana Puzynę) nie udało się przywrócić im dawnego wyglądu.

Kolejny dramat rozegrał się w okresie I wojny światowej. 10 IX 1914 roku, z rozkazu austriackiego generała Harsa, miasta: Narol i Lipsko zostały spalone. Pałac wprawdzie ocalał, lecz dokonujący podpaleń 6 pułk ułanów, cofając się, obrabował go doszczętnie. Żołnierze rozkradli pozostałe obrazy, książki, rzeźby i meble. Dzieła spustoszenia dokończyli szabrownicy.

Podczas kolejnej wojennej kampanii, nieopodal Narola w ataku na pozycje Rosjan, żołnierze austriaccy doznali sromotnej porażki. Dowódca zdziesiątkowanego oddziału, postawiony przed sądem polowym tłumaczył się, że otrzymał nieaktualne mapy, na których zamiast lasu widniało pole. Winą za poniesioną klęskę obarczono właściciela majątku - księcia Puzynę, który rzekomo wyciął las i nie powiadomił o tym kartografów wojskowych.

Książę musiał natychmiast uciekać. Do końca wojny ukrywał się we Lwowie, gdzie zmarł w 1919 roku. Ostatnią panią na włościach narolskich była jego córka Jadwiga, żona Władysława hr. Korytowskiego, zastrzelonego wkrótce we Lwowie przez sędziego, męża swojej kochanki. Mimo dokonanych grabieży i pożarów, hrabinie udało się częściowo odrestaurować pałac. Do IX 1939 roku Narol funkcjonował jako znaczny, liczący 2100 ha  majątek ziemski.

Wybuch II wojny światowej po raz kolejny zniweczył to, co udało się uratować. Hrabina wraz z  najbliższym dworem wyjechała na wschód,  w stronę Tarnopola. W X 1939 roku wróciła do Lwowa, skąd próbowała przedostać się do Anglii. Niestety aresztowana przez NKWD na lotnisku, została osadzona  w więzieniu w Starobielsku, gdzie prawdopodobnie zmarła.

Pro Academia Narolense

Wraz z wejściem dekretu o reformie rolnej, pałac wraz z majątkiem przeszedł na własność Skarbu Państwa. Nie remontowany, pozbawiony właściwego gospodarza, mimo wpisania do rejestru zabytków, z roku na rok podupadał. Jego smutny koniec byłby nieuchronny...gdyby nie zaangażowanie pewnego człowieka z wizją, który w 1995 rok, wbrew wszelkiej logice       i przeciwnościom losu zdobył się na karkołomny czyn. Wykupił pałac, otaczający go park        i rozpoczął gruntowną jego odbudowę. 

Prof. Władysław Kłosiewicz, bo o nim mowa, jeden z najwybitniejszych klawesynistów Europy, założył równocześnie Fundację Pro Academia Narolense, która kontynuuje myśli i przesłanie narolskiej szkoły artystycznej hr. Łosia. W ciągu kilku lat działalności organizacja ta stała się prężnym ośrodkiem integrującym i wspierającym cały region. Dzięki niej odbywają się tu cyklicznie: warsztaty muzyczne, teatralne, plenery malarskie oraz Jarmarki Galicyjskie.

,,Pan Pana z toni salwował..."

Wszystkim miłośnikom i pasjonatom rezydencji polecam założenie pałacowo-parkowe w Narolu. Oprócz samego pałacu warto odbyć mały spacer po miasteczku. Narolski kościół posiada ciekawy, dwustronny ołtarz, fundowany przez hr. Korytowską, pochodzący z kościoła więziennego Marii Magdaleny we Lwowie. Pierwotnie oddzielał on więźniów od pozostałych wiernych. W murze otaczającym świątynię znajduje się interesująca tablica z 1778 roku, upamiętniająca kredensowego, który zginął w pałacu z rąk złodzieja kradnącego hrabiowskie srebra.

Barwną opowieść kryje również pomnik św. Jana Nepomucena, wystawiony przez hr. Łosia, nieopodal rzeki Tanew. Otóż pewnego dnia, wracający z chrzcin hrabia, napotkał na swej drodze uszkodzony przez wezbraną wodę most. Powożący karetą Kozak zauważył, że nie przejedzie: ,,bo wody jest na chłopa" . Podchmielony hrabia odparł, iż ,,woda na chłopa - panu po kolana" i rozkazał jechać. Sługa bez dyskusji ruszył. Niestety, rwący nurt rzeki porwał powóz i zatopił go wraz z czterema końmi. Po ciężkich zmaganiach biedny Kozak, trzymając hrabiego za kępkę włosów, wyciągnął go na brzeg. Obaj niedoszli topielcy, przemoczeni i zziębnięci, dalszą drogę pokonali pieszo. Gdy dotarli do pałacu, hrabia odzyskał siły i kazał woźnicę wybatożyć. Miała to być kara za to, że ten chamską ręką wyciągnął swojego pana z wody. Zaś za to, że uratował też jego życie darował mu wolność, 30 krów i folwark na Ukrainie. W podzięce hrabia wystawił również w miejscu przeprawy pomnik z napisem: ,, Pan Pana z toni salwował, Pan Panu pomnik fundował."   

Na koniec warto wspomnieć o nazwie kompleksu leśnego, rozciągającego się tuż za Narolem. Otóż za czasów hr. Łosia, w pałacu okoliczni właściciele ziemscy grywali hazardowo w karty. Tracili i wygrywali fortuny. Niejaki hr. Mochnacki, największy przegrany, po stracie wszystkich pieniędzy, kosztowności i czterech folwarków, chcąc się odegrać postawił na szalę ...swoją żonę! Niestety i ją przegrał. Załamany kompletnie, popełnił w owym lesie samobójstwo. Do dziś nosi on nazwę Mochnata Dolina.  

[powrót]