Magdalena Chadaj

Walka o konfederację Barską

        ,,Więc choć się spęka świat i zadrży słońce //Chociaż się góry i morza nasrożą, //Choćby na smokach wojska latające //- nas nie zatrwożą".

Konfederacji Barskiej odbiera się uporczywie miano pierwszego polskiego powstania narodowego. Mało tego, przez ponad 200 lat ośmieszano ją, lekceważono, wręcz potępiano, co było zasługą nieustannej propagandy rosyjskiej i pruskiej na tyle skutecznej, że przetrwała do dziś. I wciąż Konfederacja jest podawana za przykład ,,polskiego ducha rokoszowego", ,,bezrozumnego fanatyzmu religijnego", mówi się, że wręcz ,,przyczyniła się do I Rozbioru Polski". W ten sposób można dojść do absurdalnej tezy niejakiego Jakuba Bermana, który stwierdził, że nie byłoby Hitlera, gdyby Piłsudski nie rozgromił bolszewików w 1920 roku.

Awers i rewers krzyża konfederatów barskich, ofiarowanego Kazimierzowi Puławskiemu 2 lutego 1771 r.na Jasnej Górze

Zarzut o spowodowaniu przez Konfederację I Rozbioru jest wierutną bzdurą wygodną dla opcji prorosyjskiej. Ten rozbiór został ustalony już 36 lat wcześniej, kiedy to w r. 1732 Rosja, Prusy i Austria zawarły tzw. ,,Traktat trzech czarnych orłów". Zobowiązały się one w nim do osadzenia na tronie polskim po śmierci Augusta II ,,swojego" kandydata. Mocarstwa bały się panicznie reform w Polsce, a co za tym idzie wzmocnienia jej pozycji w tej części Europy. Postanowiły więc użyć -jak to określili - ,,wszystkich środków" oraz rozmieścić swoje wojska wzdłuż granic Rzeczypospolitej.

I swoje przeprowadziły. Po zgodnej z prawem elekcji króla Stanisława Leszczyńskiego natychmiast uruchomiły owe ,,wszystkie środki", a wojska carskie przekroczyły granice Polski. W drodze na Warszawę utknęły, co prawda na Pradze, gdyż nasi spalili most na Wiśle, ale przekupiona część szlachty i tak wybrała Augusta III Sasa, unieważniając praworządną elekcję sprzed kilku dni. Francja, która protegowała S. Leszczyńskiego - natychmiast wypowiedziała Prusom wojnę, ale też po szybkim zajęciu Lotaryngii zaraz ją skończyła. W kraju zaś o praworządność walczyli zwolennicy króla wybranego zgodnie z zasadami. Nie udało się. Nastąpiły pierwsze polskie zesłania na Sybir. Był rok 1733. Manewr z przekupieniem posłów powtórzyli w r. 1744. Sejm polski, mimo wysiłków ,,3 orłów" torpedujących jego kolejne sesje, zebrał się jednak i pierwszego dnia obrad niemal jednomyślnie, bez względu na stan i opcje polityczne poparł reformy, referowane przez posła ziemi wareckiej Józefa Pułaskiego -  ojca Kazimierza. Błyskawicznie do Warszawy ruszyli umyślni ze złotem i obietnicami. I drugiego dnia obrad już żadnej jedności poglądów nie było. Z uchwał nie wyszło nic. Pułaski żądał ukarania ,,zdrajców za rosyjskie i pruskie srebrniki", ale i z tego nic nie wyszło- lustracji nie było. Dziś też nie ma.

Zacieranie odpowiedzialności za działalność agenturalną nie jest, zatem wynalazkiem komunistów. Raczej generalnie ,,wiatru od wschodu". Nie jest nim także system zabiegów wokół parlamentu - nagłe zwroty w głosowaniach, niedopuszczanie do symbolicznych nawet konsekwencji za posunięcia antynarodowe, uchwalanie ustaw sprzecznych z interesem Polski, za jakąś współczesną formę ,,srebrników" -  to wszystko już było.To prawda, że pojęcie ,,rozbiory" w dobie Konfederacji Barskiej jeszcze nie funkcjonowało. Ale tkwiło w działaniach przygotowawczych. Ponieważ uzasadnieniem rozbiorów miało być ,,historyczne prawo do tych ziemi rozkład państwa polskiego" - patrz 17 września 1939 r. na Kresach Wschodnich i obecne sugestie w polityce Unii Europejskiej o powrocie Niemców na nasze Ziemie Odzyskane - więc robiono wszystko, żeby ten ,,rozkład państwa" przyspieszyć. Zaś Fryderyk Pruski mówił, a nawet napisał wręcz, że chce mieć Pomorze, chociaż ,,...wiem doskonale, że tam znaczną przewagę ma ludność polska. Ale interes państwa pruskiego jest ponad to wszystko".

Kazimierz Puławski pod Częstochową

Określanie Konfederacji Barskiej mianem - ,,nieodpowiedzialna ruchawka", też nie ma uzasadnienia. Miała bowiem konkretne przyczyny polityczne.W roku 1764 królem Polski - zgodnie z interesami ,,3 orłów" i pod kuratelą wojsk carskich w Warszawie - został Stanisław August Poniatowski. Owe wojska zaś zaprosiła do Polski ,,Familia", to znaczy silne stronnictwo książąt Czartoryskich. Miało one tak Ľna zamach stanu i właśnie posunęło się do tego zdradzieckiego kroku. Świadczy to albo o cynizmie, albo o karygodnej naiwności politycznej: Katarzyna wejdzie, pomoże i wyjdzie; Rosjanie do Afganistanu wejdą, pomogą i wyjdą; do Czechosłowacji wejdą, pomogą - wyjdą; do solidarnościowej Polski wejdą... Bóg łaskaw sami nie chcieli.

Ku zaskoczeniu ,,zleceniodawców" Stanisław August poczynał sobie wcale dobrze. Realizował jakieś reformy, powstały Komisje do różnych spraw, ruszyło szkolnictwo i oświata, powstała Szkoła Rycerska, w końcu sam król zaczął coś mówić o zniesieniu ,,Liberum Veto". To było groźne: mógł odpaść wypróbowany sposób na ingerencje w sprawy wewnętrzne Polski poprzez zastraszanie czy przekupywanie posłów. Coś trzeba było szybko wymyślić

I wymyślili: manewr znany nam dziś z teorii o ksenofobii i rasizmie Polaków, a mianowicie oskarżyli Polskę o prześladowanie innowierców i zażądali przyznania im praw politycznych. Tych praw w ich państwach - jak zresztą w całej Europie - nie mieli, a Prusy i Rosja, w których dominującą religią były odpowiednio protestantyzm i prawosławie, z innymi religiami poczynały sobie zgoła dyskryminacyjnie. Ale w Europie ,,Polska dyskryminująca mniejszości"- to robiło dobre wrażenie.

Sejm na przyznanie tych praw się nie zgodził. Więc natychmiast za rosyjskie i pruskie pieniądze powstały konfederacje: w Toruniu protestancka, w Słucku prawosławna i kalwińska, a w Radomiu katolicka, będąca czystą prowokacją pod hasłem ,,zdetronizować króla". Niektórzy zorientowali się ,,co jest grane". Hetman Klemens Branicki oświadczył o niej wówczas: ,,...będąc dziełem frakcji rosyjskiej, nie może być jak tylko szkodliwa dla Rzeczypospolitej". Niebawem ratusz w Radomiu, w którym obradowali ,,radomscy" otoczyło wojsko rosyjskie z armatami wycelowanymi w okna, na salę obrad wszedł prusko-rosyjski oficer o nazwisku Kerr i oznajmił w punktach, że mają połączyć się z pozostałymi konfederacjami, król ma zostać, tudzież ,,Liberum Veto" i że Ľpodpisze". Podpisali.

Ryngraf konfederacji barskiej

W lipcu 1767 r. delegacja tej dziwnej opozycji wraz z Józefem Pułaskim, który był prawdopodobnie ,,wtyczką" hetmana K. Branickiego, udała się do króla, by omówić tezy na zbliżający się sejm. Wtedy w obecności króla Polski, ambasador Rosji Mikołaj Wasiliewicz Repnin oświadczył: ,,Stanę na sejm w 15tys. wojska. musi każden robić co ja chcę". A król milczał.

Wśród prawdziwej opozycji zapadła wtedy decyzja o wystąpieniu zbrojnym. Powody nadto jasne, więc o żadnej Ľsytuacji politycznej, w stanie zagrożenia państwowości polskiej, zorganizowała się nieprzekupna, niezastraszona opozycja. Wg ustaleń historyków przywództwo stanowili między innymi: Hetman Wielki Klemens Branicki, Hetman Polny Wacław Rzewuski, bp. krakowski Kajetan Sołtyk, bp. kamieniecki Adam Krasiński, książę Karol Radziwiłł ĽKochanku" i hr. Józef Pułaski. Celem ich była likwidacja dominacji Rosji i usunięcie jej wojsk z terenów Rzeczypospolitej, obrona przed wpływami innowierców będących w istocie narzędziem w rękach ościennych mocarstw.

Sejm się zbliżał. Ambasador Repnin dostał dokładne instrukcje: ,,aresztować przywództwo; Sołtyka zabić - wtedy reszta stuli uszy; papieżowi zagrozić, że możemy w Polsce ustanowić hierarchię niezależną od Watykanu. Wykonać".  13 października 1767 r., w nocy, carscy żołnierze wdarli się do mieszkań przywódców, kogo zastali - czterech z nich -wywieźli do Kaługi. Biskupa Sołtyka jednak nie zabili. Prawda, jakie to proste? Wywieźć ,,czterech", wywieźć ,,szesnastu", internować przywódców ,,Solidarności" - wciąż w teoretycznie wolnej Polsce. ,,Reszta stuli uszy".Otóż nie stuliła. Ani teraz, ani w 1945, ani wtedy. Zapanował nie strach, a oburzenie. Marszałek hr. Andrzej Zamoyski na znak protestu podał się do dymisji, protestowali nawet Czartoryscy. W całej Europie powszechne było oburzenie na rosyjski terroryzm. Znów coś trzeba było z tym zrobić. Więc poszły gigantyczne pieniądze z Rosji i Prus na urobienie opinii światowej.

I udało się. Wielki filozof i autorytet tamtych czasów, Voltaire, będzie przez całe lata wypisywał antypolskie banialuki, o ,,światłej carycy Katarzynie II, która niesie światło ciemnej Polsce". A kiedy wyśle ona armię przeciw wojskom Konfederacji Barskiej nazwie ją ,,Semiramidą Północy, która wysłała wojska do Polski, żeby wprowadzić tam tolerancję i wolność sumienia" . Kosztowało to Katarzynę ileś szwajcarskich zegarków i ileś futer. Voltaire pytany przez wracającego właśnie z Rosji lekarza, dr. Poisonnier´a czemu wypisuje te wszystkie kłamstwa odpowiedział: ,,Drogi panie, przysłali mi w prezencie takie dobre futra, a ja jestem wielkim zmarzlakiem..." Nic dodać nic ująć. Oto kwintesencja metod urabiania opinii publicznej wtedy i teraz, tyle, że teraz za pomocą znacznie szybszego i posiadającego nieporównanie większy zasięg środka przekazu - telewizji. I dziś wirtualne wyobrażenia świata o Polsce tyleż mają wspólnego z rzeczywistością ile wówczas dywagacje pana Voltaire´a. Zasada ta sama, nawet argumenty: brak tolerancji, ciemnogród. Tyle, że futra zastąpiły obietnice posad w agendach Unii Europejskiej.

Konfederacja była całkiem dobrze zorganizowana. W połowie stycznia 1768 r. w klasztorze Bernardynów we Lwowie ustalono plan działania i zręby organizacji wojskowej. Wydano szczegółowe instrukcje. Np. ,,Każdy musi mieć parę koni, pistolety, pałasz, proporczyk, znak krzyża na lewym boku, kuczmę sukienną z wierzchem pąsowym z 4 rogami, bez daszka, obszytą barankiem". Zauważmy: to precyzyjny opis ,,konfederatki", która z czasem przeszła w wojskową rogatywkę i została symbolem wojska polskiego do dziś. Nawet Jaruzelski na początku stanu wojennego przywrócił LWP rogatywkę, żeby ugłaskać wzburzony lud. Kiedy zaś w Bykowni na Ukrainie ekshumowano ofiary NKWD, jeden z ukraińskich świadków zawołał widząc wykopaną rogatywkę: ,,To konfederatka, to Polacy!". Do chwili Zjazdu konfederaci mieli nosić jednolite zielone lub granatowe mundury, bez żadnych oznak. Wojsko podzielono na chorągwie po 100 ludzi. Pułk miał 13 chorągwi husarskich 6 lekkich. Od razu mianowano pułkowników.

Formalnie akt Konfederacji podpisano w miasteczku Bar na Podolu 29 lutego 1768 r. Głosił on ,,...wszem, wobec i każdemu z osobna, że rady, dygnitarze, szlachta i obywatele, gromadzi się na ratunek pohańbionej Ojczyzny, wiary, wolności praw oraz swobód narodowych". Gdzie tu ,,fanatyzm religijny"? Gdzie ,,duch anarchii"? Oczywiście były msze i modły - niczego nie zaczyna się bez Boga. Ale po nich przywódcy zabrali się do pisania uniwersałów i listów do rządów państw europejskich w tym Rosji, Prus i Austrii, z zawiadomieniami o powstaniu i celach ich organizacji, zaś pułkownicy do organizowania i szkolenia oddziałów. 4 marca powołano Związek Wojskowy Konfederacji. W czasie mszy znakomity kaznodzieja umiejący porwać słuchaczy, ks. Marek Jandołowicz wołał: ,,Bracia! Czas się obudzić z letargu! Musimy chwycić za broń, innej rady nie ma. Polska leży sponiewierana i zgwałcona. Nie wolno nam, Jej dzieciom, patrzyć na to bezczynnie!". Po mszy całe wojsko zbrojnie i strojnie, ze sztandarami, przy dźwiękach trąb, bębnów i piszczałek wyjechało na podmiejskie błonia. Rycerstwo powtarzało rotę przysięgi: ,,Wolności i niepodleglości Ojczyzny, wiary świętej, katolickie własnym życiem i krwią bronić. Żadnych gwałtów i rabunków nie czynić, komendy choćby hazardem życia słuchać. Chorągwi bronić do ostatka, trup przy trupie padając. Na zdrajców kara i śmierć. Hasło: ,,Jezus Maryja - umrzeć lub zwyciężyć". I tak po raz pierwszy padło pojęcie ,,niepodleglość". Rota zaś przysięgi- pomijając pewien patos właściwy owym czasom - nie odbiega zasadniczo od innych przysiąg wtedy i teraz, z przysięgą Armii Krajowej włącznie. Zasadniczo, bo teraz nie przysięga się ,,bronić wiary", a ,,lnyocatio Dei" wyrzuca się skąd się da. Wszystkie odniesienia do Boga traktuje się jako coś wstecznego. Wmawianie więc Konfederacji Barskiej ,,fanatyzmu religijnego" dyktuje nienawiść pogarda, a może i rodzaj wyrzutów sumienia, bo ideę niepodległości zarzuciło się zupełnie, więc lepiej wybijać element walki za wiarę niż o niepodległość.

,,Na górze" Rzeczypospolitej zawrzało. Zebrała się Rada Senatu i pierwszego dnia obrad poparła Konfederację. Drugiego dnia już nie (patrz wyżej...) i podjęła uchwałę tzw. Ľdwie: nr 1 ,,o wysłaniu do Baru gen. Mokronowskiego na rozmowy z przywództwem Barskiej" i nr 2 ,,o zwróceniu się do carycy o pomoc wojskową w celu stłumienia buntu". Ręce opadają. Według planów Konfederacji, do chwili przystąpienia do walk Turcji, miały trwać tylko przygotowania. Uderzyć zamierzano wraz z Turcją. Tymczasem na szczupłe jeszcze siły ruszyła rosyjska Karna Ekspedycja regularnego, wyćwiczonego wojska wraz z armatami. I Konfederacja tę walkę przyjęła. Tak zaczęła się trwająca 5 lat wojna partyzancka. Miała swoje sukcesy, wygrane bitwy - i bitwy przegrane, bohaterów, świetnych dowódców. Takim wybitnym wodzem okazał się młodziutki płk. hr. Kazimierz Pułaski, który sztukę wojny partyzanckiej posiadł w stopniu najwyższym. Wciągał w zasadzki nawet duże jednostki rosyjskie- np. będącego jeszcze w stopniu pułkownika słynnego Suworowa - wywijał się z okrążeń i lał wroga jak się dało. Gorzej było z warowniami - nasi nie mieli dostatecznej ilości armat. Ale uzbrojeni byli w wielką wiarę i wolę walki, a sztandary z Matką Boską dodawały im ducha, siły i spokoju.

Ogniska Konfederacji powstawały w całym kraju od Podola po Wielkopolskę i Litwę i walczyły tam gdzie były. Katarzyna wysłała na Podole kolejny korpus, tym razem 50 tysięczny. To zaniepokoiło Turcję, Austrię a nawet Francję. Ale ,,,starzy gracze" -  Prusy i Rosja - uspakajali ich wszystkich kłamiąc bez zmrużenia oka: to wojsko idzie na Podole werbować ochotników, a tamto co idzie na Warszawę, to obstawa ,,delegacji rosyjskiej spieszącej z życzeniami imieninowymi do Króla polskiego". I tamci jak zawsze uwierzyli. Ale i te 50tys. nie dało sobie rady. Wtedy ,,Semiramida Północy" wykorzystała butę i agresję cerkwi prawosławnej, konflikty lokalne i ambicje Kozaków do zorganizowania w lecie 1768 r. krwawego, antypolskiego buntu. Popi na jarmarkach święcili pijanym Kozakom noże, rozpuszczali wiadomości, że ,,Lachy skumały się z muzułmanami przeciw prawosławnym" i błyskawicznie rzeź objęła całą Ukrainę. Najstraszniejszy przebieg miała na Humaniu, gdzie Hajdamacy wyrżnęli w pień całą ludność. Kres temu barbarzyństwu położyły, działające ten jeden raz wspólnie, wojska koronne i konfederackie. Wtedy Katarzyna wszystkiego się oczywiście wyparła, zaś przywódców buntu, po serdecznej i sutej ,,wieczerzy pojednania" gospodarz, czyli carski pułkownik, kazał zwyczajnie pozabijać. Bez wiedzy Katarzyny oczywiście ...Konfederacja tężała. Szli do niej nie tylko wysoko urodzeni, ale i szlachta bez ziemi, mieszczanie, rzemieślnicy, a nawet chłopi. Na jej stronę przechodziły całe oddziały wojsk koronnych. Kiedy Kozacy zapędzili się za jakimś naszym oddziałem na teren Turcji, ta nareszcie wypowiedziała Rosji wojnę. Konfederacja przystąpiła do drugiej fazy zaplanowanego działania. Powołała jednolite dowództwo -  ,,Generalność"; swoich doradców, nieco broni i funduszy przysłała Francja. Walki nabrały rozpędu. Trwały 2 lata, przez, które Katarzyna nie mogła się z nimi uporać. W tym czasie konfederacja ogłosiła nawet detronizację króla.

Na jesieni 1770 r. zdecydowała się, więc przetrącić Polakom kręgosłup i zaatakować najświętsze miejsce narodu - Częstochowę. W listopadzie na miasto ruszyły wojska prusko-rosyjskiego gen. Drewicza, który był wyposażony w instrukcje: ,,Klasztor obsadzić, szlachtę odesłać etapami do Rosji". Ale Pułaski już na nich czeka na Jasnej Górze. Pierwszy szturm się nie udaje: kule nie wiadomo dlaczego odbijają się od murów, lub przy uderzeniu rozpadają na kawałki... Drewicz obiecuje obrońcom spokojny powrót do domu, jeśli się poddadzą. Pułaski odpowiada, że on też może zapewnić Rosjanom powrót do domu, do samego Petersburga. Następuje drugi szturm, przy zastosowaniu metod poniekąd średniowiecznych: rosyjscy wojacy w nocy przystawiają drabiny i drą się na mury wprost. Wtedy oświetlają ich rzucane z góry zapalone wieńce, na głowy włażących lecą kłody, kamienie, granaty, ręce odpychają drabiny. 16 stycznia 1771 r. Drewicz odstępuje od twierdzy. Sława wydarzenia rozchodzi się po świecie. Piszą o nim gazety francuskie, niemieckie, angielskie, holenderskie. Jean Jacques Rousseau przysyła list gratulacyjny na ręce Kazimierza Pułaskiego. Konfederacja ma już 20 tys. wojska, czyli prawie tyle ile miała mieć Rzeczpospolita po reformach. W tej sytuacji król ,,śle posły" do Pułaskiego w celu ,,pojednania". Ľowszem - odpowiada kandydat na naczelnego wodza Konfederacji -jeśli król i jego ludzie dołożą starań w celu wyprowadzenia wojsk rosyjskich z kraju". I spokojnie wraca do precyzowania szczegółów marszu na Warszawę, do którego już się sposobi Wielkopolska z Józefem Zarembą, a Litwa z Michałem Ogińskim Ľtak tak, tym od Poloneza, był świetnym dowódcą! już rusza na trakt. Jest to połowa roku 1771 i apogeum Konfederacji Barskiej.

,,Czarne orły" zdają sobie sprawę, że nie mogą Konfederacji ani rozbić, ani przekupić, ani rozpracować od środka. I jeszcze ta reklama Częstochowy. Za inspiracją Rosji sięgają po coś zupełnie szczególnego z arsenału ,,wszystkich środków". Intryga jest nędzna w wykonaniu -  gigantyczna w skutkach. Kolejny ambasador Katarzyny (Repnin wyleciał za brak skuteczności ...) najmuje dwu szubrawców, Stanisława Strawińskiego i Jana Kuźmę, którzy wraz z 26 Ľsię potem gubią w lesie i tylko jakoś nie gubi się Kuźma: umieszcza króla na noc w znajomym młynie i śle gońca do Zamku. Rano ,,ocalony" król jest w domu i opowiada o okropnościach porwania. Zaś niby złapany Strawiński zeznaje, że to kazał mu sam Pułaski i wydzielił 26 ludzi z oddziału Walentego Łukowskiego, a ten Pułaskiemu w ogóle nie podlegał. Wreszcie król stwierdza, że miał być zabity! I o to szło. Padło pożądane hasło, którego nie mógł przyjąć nikt w ówczesnej Europie -  ani ludzie zwykli, ani żołnierze, ani hierarchowie, ani głowy koronowane: ,,PUŁASKI KRÓLOBÓJCA - POLACY KRÓLOBÓJCY!". Znamy to, znamy: ,,POLACY RASIŚCI!", ,,POLACY ANTYSEMICI", ,,POLACY WSPÓŁTWÓRCY HOLOCAUSTU". Cel ten sam: kompromitacja narodu.

Cios był bezbłędny. Katarzyna odwołuje się do solidarności głów koronowanych, ,,głowy" cofają poparcie dla Konfederacji, 30 listopada Austria wydaje nakaz aresztowania Pułaskiego. A prasa światowa rozpisuje się o okrucieństwach, jakie Pułaski planował w stosunku do króla, wypisuje banialuki o święceniu noża w Częstochowie, co jest już dosłowną kalką obyczajowości rosyjskiej. Pułaski i Konfederacja uważają to wszystko za absurd i walczą dalej. Ale sprawa jest już przegrana.  ,,Czarne orły" dopięły swego. Nikt już Polski bronić nie będzie. Spokojnie podpisują w lutym 1772 r. w Petersburgu - na razie tajny - układ rozbiorowy. Upadają kolejne twierdze. Tylko Jasna Góra trwa niezłomnie. Jednak 19 maja ,,Generalność" decyduje o udaniu się na emigrację. Pułaski widząc, że wplątanie go w intrygę z ,,królobójstwem" może utrudnić warunki kapitulacji Częstochowy, która nieuchronnie nastąpi, pisze do załogi piękny list pożegnalny, opuszcza twierdzę potajemnie i udaje się na emigrację. Kończy się 5 lat pierwszej wojny partyzanckiej o Niepodległą Polskę. Czyż nie było to powstanie?  5 sierpnia 1772 r. następuje oficjalne ogłoszenie I Rozbioru Polski. Częstochowa kapituluje dopiero w 2 tygodnie później - 18 sierpnia. Ponad 5tys. Konfederatów idzie etapami na Sybir.

Ulubionym, a znanym nam manewrem Rosji jest zmuszanie podbijanych państw najpierw do proszenia o interwencję, a potem zatwierdzanie podboju. Być może wtedy w Warszawie stało się to po raz pierwszy. Zaszantażowany groźbą rozszerzenia zaanektowanych terenów, mimo dramatycznego protestu posła Tadeusza Reytana i kilku innych, sejm polski I Rozbiór Polski podpisał. Zaraz potem ówcześni biznesmeni ,,wybrali przyszłość" i rzucili się do umów handlowych z zaborcami. Korzyści były szalone. Największe dla Prus, które od razu nałożyły gigantyczne cła na towary polskie spławiane Wisłą, przy minimalnych na towary własne. Po szczegóły odsyłam do obecnych stosunków gospodarczych, w tym polityki celnej na linii Unia Europejska -  Polska.

Pamiętać i mścić się latami, to także specjalność Wschodu. 7 czerwca 1773 r. płk. hr. Kazimierz Pułaski, za fikcyjne ,,królobójstwo" został skazany na karę śmierci. Schemat procesu znamy dobrze z czasów powojennych, stanu wojennego, a także ,,śledztwa" przeprowadzonego przez J. Grossa w sprawie Jedwabnego: świadek nie musi się stawiać osobiście, może napisać listownie co chce, może go w ogóle nie być na miejscu przestępstwa. Strawiński i Kużma przysłali na proces tylko listy, w których powypisywali co było potrzebne. Strawiński był pod ,,specopieką" Katarzyny II. Kuźma dostał szlachectwo wraz z nazwiskiem Kosiński oraz 400 dukatów rocznej pensji, a obaj zamieszkali w słonecznej Italii. Głowę pod topór dał tylko ów Walenty Łukowski, który nie zorientował się, w co został wplątany. Obrońców Pułaskiego wyklaskano, a król zagroził: ,,Nie będzie kary za królobójstwo - nie będzie amnestii dla Konfederatów. Wybierajcie panowie". Więc wybrali. Z właściwym tym czasom dodatkiem: ,,ciało poćwiartować, spalić i na wiatr rozwiać, ręce obcięte do łokci przy drodze publicznej wbić na pal, majątek przekazać skarbowi państwa". Kara Śmierci za podniesienie ręki na króla - nawet fikcyjne; Kara Śmierci za podniesienie ręki na władzę ludową- nawet fikcyjne. Wg tej zasady mordowali po roku 1945, strzelali do robotników Poznania, Wybrzeża, Radomia stanu wojennego. Zmieniła się bowiem technika - zasada i zaszczepiona na wschodzie mentalność - nie. Tyle, że niczyich obciętych rąk nie zatyka się teraz przy gościńcach. Tylko w Polsce mało kto o nim coś wie. Zaś Konfederacja kojarzy się jedynie z wizją nocnych pożarów, ponurymi pieśniami i oszalałym księdzem Markiem.

Jednak w tym i owym sercu, gdy usłyszy ,,Konfedcracja Barska" zadrga coś nieokreślonego. Ktoś czasem zapatrzy się w czerń nieodległego lasu, który kiedyś dawał schronienie Konfederatom, nie tak dawno żołnierzom Armii Krajowej i zbrojnego Podziemia powojennego. Ktoś inny pomyśli o nigdy nie zdobytej Jasnej Górze i naszej Królowej Korony Polskiej, która opiekuje się przecież naszą Ojczyzną, chociaż trudno nam, ludziom małej wiary, dostrzec to, na co dzień. Dobrze więc, że nasi Internowani przywrócili nam ową Pieśń Konfederatów, budzącą nadzieję i wiarę mimo wszystko. Powtórzmy jej słowa i dzisiaj:

        ,,Bóg naszych ojców i dzisiaj jest z nami //Więc nie dopuści upaść w żadnej klęsce, //Wszak póki On był z naszymi Ojcami //- byli zwycięzce" .

[powrót]