Romuald Karaś

Pomocna dłoń Hitlera

Leni R. miała ciekawe życie. Była ładna, wysportowana. To jej pomagało w karierze. Tańczyła, wzbudzając aplauz widzów. Występowała na scenie teatru. Też z sukcesem. Kochała swoich rodziców. Była dobrą córką.

W życiu intymnym też była sobą. Miała wprawdzie kilku kochanków, ale wybór dyktowany był uczuciem. To ją rozgrzesza. Dodatkowo rozgrzesza jako osobę głęboko wierzącą, religijną. Tak pisze o sobieTrochę to się kłóci z naszymi pojęciami, ale pamiętajmy, że Leni jest Niemką, nie wolno więc przykładać pojęć ukształtowanych w Polsce do jej mentalności, nie mówiąc o swerze uczuciowej.

Leni zainteresowała się filmem. Najpierw jako aktorka. Później jako reżyserka. I w tej dziedzinie odniosła największe sukcesy. Stała się głośna z racji umiejętności ukazywania scen zbiorowych. To był wielki atut w jej ręku. Posiadła sztukę filmowania parteitagów. Potrafiła nadać im niezbędną wielkość. Wielkość wyrazu. Wszak była człowiekiem sztuki. Nie o politykę jej przecież chodziło. Leni była apolityczna. Ba, nawet brzydziła się polityką. Jej sztuka była czystą sztuką. Tylko przypadek sprawiał, że dotyczyła wydarzeń związanych z sukcesami hitleryzmu w Niemczech.

Nie ma róży bez kolców. W Leni zakochał się bez pamięci doktor Joseph Go- ebbels. I usiłował ją zniewolić. Tylko seksualnie. Ale nie propagandowo. Leni jednak kierowała się czystym uczuciem i amory odrzuciła. Jako moralistka wygarnęła Josephowi, że ma przecież żonę i dzieci. Zapomniała, że G. był nominalnym katolikiem, więc tym bardziej powinien trzymać się w ryzach. Mimo to wariował na tle Leni. A kiedy ta się niedostępna, zaczął jej szkodzić. Miała różne trudności, a nawet nieprzyjemności z jego strony. Leni jednak urodziła się w czepku. Krzywda się jej nie stała. Czuwał nad jej sztuką Adolf  Hitler. Zawsze mogła liczyć na jego pomocną dłoń. Znajdował wyjątkowe zrozumienie dla nowatorskich metod reżyserii filmowej Leni R. Adolf był dobry, miły i wyrozumiały, a nawet dowcipny, jak pewnego razu mogła się o tym przekonać, gdy wręczył jej budzik, aby się nie spóźniała na spotkania.

 Życie Leni zapewne potoczyłoby się spokojniej, gdyby nie konflikt Polski z Niemcami. Polska była uparta i nie chciała udostępnić korytarza do Gdańska. Z jej winy wybuchła więc wojna. Leni uważała za swój obowiązek sfilmować początek kampanii wrześniowej. W okolicach miasta Końskie była świadkiem okrucieństwa Polaków, widząc trupy żołnierzy Wehrmachtu z poucinanymi głowami. Zapewne należało to zapisać na konto partyzantów. Leni była świadkiem zemsty za te czyny, dokonanej przez jej umundurowanych rodaków. Próbowała przeciwstawić się samosądowi. Chcąc być w zgodzie ze swoim sumieniem doniosła Hitlerowi. Wódz nakazał ukarać winnych.

Artystyczna natura Leni buntowała się przeciwko wojnie. Reżyserka wzięła rozbrat z frontem. Jako istota apolityczna usiłowała uprawiać już tylko czystą sztukę, pracując nad swoimi filmami o tematyce pokojowej. Niestety, naloty aliantów na miasta niemieckie sprawiły, że coraz trudniej przychodziło jej realizować swoje projekty. Leni zdawała .sobie sprawę, jak bardzo cierpi naród niemiecki z powodu wojny. Jej narzeczony z frontu północnego w Rosji słał listy opisujące, że giną podwładni mu żołnierze. Wrażliwa Leni nie pozostaje obojętna na cierpienia bliskich, jak też narodu niemieckiego. Współczuje. Kto winien? To pytanie raczej do innych.

Wojna się kończy. Leni ma kłopoty. Jest poszukiwana przez aliantów. Wpada. Nie wszyscy przesłuchujący ją są taktowni. Pewien profesor amerykański, tłumacząc, że przychodzi do niej w celach naukowych jako badacz osobowości Hitlera, usiłuje przepytywać biedną Leni na temat pewnych szczegółów anatomicznych wodza Rzeszy. Za posądzenie, iż była kochanką Adolfa, dostaje ów profesor za swoje. Jak mógł posądzać reżyserkę o tak niecne grzechy?!

Leni jest dzielna, jak dzielne są Niemki. Nie rezygnuje z kariery reżysera. Ale najpierw broni swego honoru. ,,Triumf woli" o zjeździe NSDAP to był film tylko artystyczny. A tym bardziej ,,Olimpia" o olimpiadzie berlińskiej. Różnie z tym się układa. Co pewien czas ktoś podły przypominał sobie ze granicą o kontaktach Leni z Hitlerem i czynił jej afronty z tego powodu. Leni znalazła sobie jednak inne pole do uprawienia sztuki filmowej, niż to dawne. Była nią Afryka. Filmowała, i to świetnie, Murzynów. I jej filmy znów zdobywały laury. A potem przeniosła swój reżyserski warsztat w świat podwodny Ľoceanów. I znów święciła sukcesy filmując życie raf koralowych.

Leni przeżyła w nie najgorszym zdrowiu ponad sto lat. Twardo walczyła o swoją pozycję w życiu i sztuce. Na koniec świat swoich myśli i przeżyć zawarła w książce: ,,Leni Riefenstahl. Pamiętniki"/2003/. Rzecz wyszła nakładem Świata Książki. Bez słowa komentarza historyka. Jest tam tylko prawda Leni Riefenstahl. Bardzo wątpliwa prawda, jeśli zna się historię Niemiec i dzieje powszechne nowożytne.

Myślę, że bez przekłamań dokonałem streszczenia dzieła sławnej reżyserki. Wydawnictwo w notce reklamowej przywołuje opinię jednej z gazet amerykańskich, chwaląc książkę jako ciekawą. Wątpliwa to ciekawość, marne kryterium jako probierz prawdy. Lektura ,,Pamiętników" jest dosyć utrudniona. Zapewne dlatego, że tłumaczenia dokonano z angielskiego. Czyżby reżyserka napisała swoje dzieło w tym języku?! A przecież angielski, jak podkreśla w książce, znała słabo. W każdym razie są zdania niby polskie, ale bardziej przypominające chińszczyznę.

Na koniec smutna refleksja. Książka Leni R. wpisuje się te publikacje, które w mniejszym lub większym stopniu fałszują historię Niemiec w okresie władzy Hitlera. Niestety, coraz więcej jest tych pozycji. Wydawane z reguły bez komentarza przekazują zakłamany obraz zarówno samego Hitlera, jak też życie narodu pod jego władztwem. Nie ma tam mowy o winie Niemców, brak choćby odrobiny ekspiacji

[powrót]