Święty buntownik

Tekst uzyskany dzięki uprzejmości KAI, fot. Krzysztof Bąkała

Postać św. Stanisława, patrona Polski i jego konflikt z królem Bolesławem Szczodrym, zwanym dopiero w późniejszych przekazach Śmiałym, budzi do dnia dzisiejszego wiele kontrowersji.

Z wielką pieczołowitością bada się interpretację słów użytych przez kronikarzy opisujących te dramatyczne zdarzenia i żyjących najbliżej nich - Galla Anonima i Mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem. Roztrząsa się zatem czy używając terminu traditio miano na myśli zdrajcę, sprzeniewiercę czy buntownika. Dokonuje się interpretacji słowa ,,grzech" oraz czy stwierdzenie ,,obcięcie członków" można rozumieć jednoznacznie.  Poddaje się w wątpliwości czy działaniami biskupa kierowała rzeczywiście troska o praworządność i moralność, czy raczej działania polityczne. Choć wydaje się, że konflikt był niewątpliwie mocno osadzony w realiach bardzo skomplikowanej ówcześnie polityki europejskiej i w dobie reform kulniackich, z których czerpały idee gregoriańskie  Znane są również głosy zwracające uwagę na czynniki ekonomiczne, będące wynikiem porządkowania spraw kościelnych w 1075 roku. Wysnuto za tym przypuszczenia, że jedną z podstaw konfliktu biskupa Stanisława z królem była walka o nienaruszalność krakowskiej diecezji, nad którą , choć nie ma na to przekonywujących argumentów, miałaby zawisnąć rzekoma groźba pomniejszenia o planowane biskupstwo sandomierskie. .

Inne głosy podnoszą późniejsze podłoże ideologiczne będące pilną potrzebą Krakowa, walczącego w dobie rozbicia dzielnicowego o swą stołeczność z Gnieznem, co może uzasadniać koniecznością posiadania swojego świętego.  Wielkopolska miała swojego prymasa i grób świętego Wojciecha zaś Małopolska tylko biskupa krakowskiego i żadnych świętych relikwii. Pilnie więc sprowadzono z Rzymu relikwie św. Floriana męczennika, nie mającego żadnego związku z Krakowem i przypomniano sobie niejako o osobie biskupa Stanisława, czczonego dotąd w Krakowie prywatnymi modłami, podejmując starania o kanonizację. Przykłady można by długo jeszcze mnożyć. W międzyczasie postać świętego obrosła wielu legendami od piotrowińskiej począwszy. Nie osądzając czy król miał prawo skazać biskupa a przypomnieć należy, iż dopiero po soborze z 1136 roku, kler uzyskał osobistą nietykalność, zaznaczyć należy, że różna jest też teoria dotycząca miejsca śmierci biskupa Stanisława. Część badaczy stara się przekonać, iż święty zginął dopiero na skutek wyroku królewskiego. Coraz silniejsze jest jednak przekonanie, iż miejscem śmierci biskupa Stanisława był Kościół na Skałce i śmierć ta miała gwałtowny charakter. W latach sześćdziesiątych dwudziestego stulecia, Karol Wojtyła, ówczesny wikariusz kapituły krakowskiej, zezwolił na otwarcie grobu świętego Stanisława i przeprowadzenie badań. Analiza licznych razów pozostawionych  na czaszce zdaje się wskazywać bardziej przekonywująco na morderstwo niż na egzekucję. Faktem jest, że choć od męczeńskiej śmierci Biskupa Stanisława minęło już 925 lat, a od dnia kanonizacji 750, przez cały ten okres Jego kult czczony jest w całej Polsce z wielką żarliwością . Świadczą o tym nie tylko tysiące kościołów pod wezwaniem św. Stanisława lecz głęboko zakorzeniona pamięć w świadomości religijno-historycznej wielu pokoleń. Dzisiejszym tego potwierdzeniem niech będzie krakowska uroczystość, która miała miejsce 8 maja w dniu imienin Patrona Polski. Należy sobie zadać pytanie czego doszukiwał się tam bez mała stu tysięczny tłum – z porażającą liczbą dzieci i młodzieży - biorący udział w tej historycznej uroczystości? Co nowego i ważnego mogą dziś przekazać następcy Biskupa ze Szczepankowa? Odpowiedzią na to pytanie jest homilia wygłoszona przez NAGY niespotykanie często przerywana gromkimi oklaskami, którą biorąc pod uwagę silne elementy historyczne, przedstawiamy w całości

Homilia kard. Stanisława Nagyego wygłoszona 9 maja na Skałce (dokumentacja), Kraków, 09.05

"Świadczyłem o Twoich przykazaniach   wobec królów a nie wstydziłem się, rozważałem Twoje przykazania, które umiłowałem". (Ps. 119, 46-7).

Eminencjo, Księże Kardynale Franciszku, Arcypasterzu Krakowski, Księże Prymasie Józefie, Księże Arcybiskupie Nuncjuszu Apostolski, Eminencje, Księża Kardynałowie, Ekscelencje, Księża Arcybiskupi i Biskupi, Bracia kapłani, Rodziny zakonne, Ukochany Ludu Boży Stołecznego Krakowa

1. Przemierzyliśmy ten historyczny szlak prowadzący od Wawelskiego Wzgórza, świętego miejsca tryumfalnego pochówku św. Stanisława i doszliśmy tutaj - na Skałkę, stanowiącej Jego Golgotę. Nic więc dziwnego, że na tym miejscu i po tym historycznym pochodzie jest czas na głęboką zadumę. Bo cóż się stało tutaj, tych 900 lat temu? Dokonał się bolesny dramat dwu ludzi, posiadający dwa diametralnie różne oblicza. Nastąpiło zwarcie dwu przeciwstawnych sobie mocy z przeciwstawnymi tego zwarcia skutkami.

2. Zderzyła się mianowicie niepohamowana, zagubiona w sobie i ślepa na dobro obywateli władza państwowa, z heroicznym poczuciem odpowiedzialności za misję służenia sprawie zbawiania. Pierwsza postać tego starcia odniosła pyrrusowe zwycięstwo, które zaowocowało zapadnięciem w tragiczny mrok historycznej niepamięci. Druga poniosła pozorną klęskę, jak to stało się niegdyś na tamtej kalwaryjskiej Golgocie, ale jak tamta, zaowocowała tryumfem zamieszkania w królewskiej, wawelskiej katedrze i ostatecznym zwycięstwem krzyża w Kraju nad Wisłą.

3. Zanim przyjdzie nam wrócić do tej błogosławionej warstwy dramatu na Skałce – zatrzymajmy się na chwilę na tym jego ponurym wymiarze dramatu reprezentowanym przez króla zabójcę. Jest bowiem faktem, że wymiar ten systematycznie odżywa w dziejach innych, ale i naszego Narodu. Bo także i dzisiaj, polski los wiąże się z funkcjonowaniem tego zagubienia się dzierżących władzę w wykonywaniu przez nich płynących z tego tytułu obowiązków. Zagubienie to dziś może już nie grozi przelewaniem krwi Sprawiedliwego, jak wtedy na Skałce, czy nie tak dawno temu w nurtach Wisły pod Włocławkiem, ale kładzie się na życiu Narodu cieniem kulejącego wymiaru sprawiedliwości, bezczelnej korupcji, tanim, dwuznacznym cynizmem w usprawiedliwianiu popełnionych błędów, praktycznej bierności wobec bezrobocia, karygodnego manipulowania sprawą narodowego zdrowia. Nie można przejść obojętnie obok tych nie rozwiązywanych problemów, które rodzą otępienie, rozdrażnienie i poczucie wstydu wobec karykaturalnie funkcjonującej państwowości. Nie można dłużej głuchym być na głosy młodego pokolenia, które jakżeż często nie chce już wiązać swoich losów z ojczystym zagonem, wstydzi się manipulowania władz i myśli coraz częściej o opuszczeniu kraju i odejściu w mrok emigracyjnego losu. Rządzący w Polsce, muszą sobie przypomnieć, że to nie Naród ma im służyć, a oni winni być przez uczciwe rządzenie jego sługami. W przeciwnym razie czeka ich los zagubionego króla - zabójcy ze Skałki, a więc popadnięcie w historyczną niepamięć i banicję z kart narodowej historii.

4. W tej świętej zadumie, czas przejść do drugiej odsłony tego dramatu ze Skałki, który stanowi męczeński cios zadany dobremu Pasterzowi Krakowa, świętokradczą dłonią zagubionego władcy. Była to życiowa klęska ugodzonego śmiertelnie biskupa, i to po ludzku definitywna klęska, bo strata życia doczesnego, ziemskiego. Ale była to klęska przynosząca zwycięstwo i pełnię nowego życia. Transparentem tego zwycięskiego dobra  chwilowej i częściowej klęski, stało się wstąpienie umęczonego ciała na tron królewskiej katedry na Wawelu. Ale ta osobista, materialna cząstka zwycięstwa przez klęskę męczeńskiej śmierci św. Stanisława, miała swoje duchowe przestrzenne i czasowe przedłużenie. Stała się iskrą błogosławioną, która przeniknęła zbawiennym dreszczem skamieniały w osłupieniu i przerażeniu lud Krakowa, stolicy i całego Państwa. Zatargała sumieniami Polaków na nutę żarliwej wiary i przywiązania do świeżo poznanego Boga, do Chrystusa i obejmującego go matczynymi ramionami Kościoła.

5. Była to klęska, której treść istotną stanowiła niewzruszona wiara w Chrystusa, potwierdzona śmiercią, której pieczęcią była wylana krew i umęczone ciało. "Świadczyłem o Twoich przykazaniach wobec królów" - streści to introit dzisiejszej Mszy świętej – uprawniający do chlubnego tytułu "defensor infatigubilis fidei". W tej zadziwiającej klęsce był drugi jeszcze człon, który wyraził  inny tekst, tym razem z ewangelii św. Jana, związany z tożsamością Mistrza i Zbawiciela. "Ja jestem dobry Pasterz i daję życie za owce swoje" (J 10,11). A więc dobry Pasterz, który życie daje za owce Krakowskiego Kościoła, kościoła ówczesnej stolicy i ówczesnego Państwa. A zatem "Defensor Patriae". Obrońca Ojczyzny i wiary, "promotor fidei" - jej synów, który zapłacił życiem za swą troskę o powierzone mu owce.

6. I owce zrozumiały sens tej wysokiej uiszczonej za nie zapłaty. Porażone jej wysokością, w pierwszym momencie odpowiedziały żarliwym gestem przylgnięcia do bezapelacyjnej i ostatecznej - kwestionowanej przez chwilowe podniesienie głowy odrzuconego tak niedawno pogaństwa - wiary w Chrystusa. I to był błogosławiony skutek tej iskry Bożej, która stanowi dramat ze Skałki. Ale ta Boża iskra owocująca promieniowaniem niewzruszonej wiary w społeczny organizm Kościoła, która wytrysnęła stąd, ze Skałki, z Krakowa, z kraju nad Wisłą, miała swój błogosławiony ciąg dalszy, tyle że stawała się płomieniem sięgającym rubieży tego Kraju, a z biegiem czasu wybiegającym poza jego granice. Grunwald, Warna, Chocim, Wiedeń, Warszawa 1920 - to symbole tego polskiego promieniowania ofiary składanej w obronie wiary.

7. A to bohaterskie polskie ofiarne promieniowanie w obronie wiary w przeszłości, miało drugi jeszcze wielki, bohaterski wariant. Miejscami, w których się rozgrywał były Dachau, Oświęcim, Sachsenhausen, Stutthof i tyle Golgot polskich kapłanów i świeckich, którzy płacili cenę najwyższą za heroicznie wyznawaną wiarę i jej obronę. Czy wariant ten nie stanowi przesłanki do tego, że dziś Kościół nad Wisłą jest upatrywany za bastion Chrześcijaństwa w Europie? Dalecy od popadania w zatrącający pychą mesjanizm i naiwność, musimy to potraktować raczej jako wyzwanie Opatrzności, żeby wytrwać i  pomóc do wytrwania innym.

8. Najjaskrawiej jednak świecący płomień na horyzoncie już współczesnego Kościoła, zapłonął znowu tu nad krakowską Wisłą i rozbłysnął na horyzoncie wzburzonego świata łuną żarliwej wiary i głębokiej nadziei. Nie trudno się domyśleć kogo mam na myśli. To On, następca Stanisława - męczennika ze Skałki. Jan Paweł II Papież z rodu Polaków. To właśnie On z żagwią wiary żarliwie głoszonej na ścieżkach całego prawie świata przemknął jako Anioł Pokoju i Nadziei i przez polskie drogi, od Bałtyku po Karpaty, od Bugu po Odrę, dokonując ważkiego bierzmowania ojczystej ziemi. Do dzisiaj słychać echa tego wołania z Placu Zwycięstwa: "Niech zstąpi Duch Twój na tę ziemię" i ten z niedalekich stąd Błoń Krakowskich z 10 czerwca 1979 r. też dramatyczny apel - błagania: "abyście nigdy nie wzgardzili miłością, która jest największa, która się wyraziła przez krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzeni ani sensu". Nie możemy, nie mamy prawa zatkać uszu na te święte echa, które nie tylko z Warszawskiego Placu Zwycięstwa i z naszych Krakowskich Błoń się podnoszą, ale tkwią mniej lub bardziej uśpione we wszystkich niemal zakątkach naszej Ojczyzny. A w nich zamknięta jest żarliwa jak zawsze, troska wielkiego Ojcowskiego serca o wiarę swych braci z nad Wisły, Odry i Bugu, ale i z Ameryki, Afryki i z Australii, troska o wiarę, o Boga w życiu, o autentyczny model społeczeństwa chrześcijańskiego.

9. A troska ta ma dziś coś z owego Stanisławowego zatroskania o dawanie życia za owce swoje ówczesnego Kościoła, który wyszedł z zagrożenia odżywającego chwilowo pogaństwa. Bo dzisiaj z wejściem do struktur Europy to zagrożenie wraca w nowym przyodziewku, ale takie samo. Może jeszcze nie ma odwagi odsłonić przyłbicy pragmatycznego intelektualnie ateizmu, ale nie wstydzi się służyć mniej lub więcej kompromitującym bożkom, które pozwalają żyć tak jakby Boga nie było. A to oznacza niepohamowane hołdowanie wolności, gonitwę za wygodą i przyjemnością, uleganie najniższym instynktom. Papież znad Wisły wyraża  niezmiennie swój zdecydowany sprzeciw, wobec tej spłaszczonej filozofii życiowej człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże.

10. Nie oznacza to żadną miarą pomniejszania tego, co stało się parę dni temu, a mianowicie wejścia do struktur Zjednoczonej Europy. Mówimy z całym naciskiem: do wejścia do struktur jednoczącej się Europy, a nie do Europy, jako określonego kontynentu. Bo my Polacy, zawsze w tej Europie byliśmy i na końcu przez dziesiątki lat chcieliśmy też wejść do jej zorganizowanej struktury, jaka wyłoniła się po wojnie. Jest zaiste ironią losu, że tę wolę zmaterializowali w postaci urzędowej ci, którzy od tej Europy na nowo po wojnie urządzonej, odwracali się przez wiele lat plecami.  Ale fakt jest faktem, wiekopomnym faktem: jesteśmy całą pojemnością naszej polskiej świadomości w Europie. I Bogu Wszechmocnemu za to dziękujemy, radując się z osiągniętego wielkiego dobra.

11. Bylibyśmy jednak naiwni lub nieszczerzy, gdybyśmy nie powiedzieli, że z tą radością mieszają się wątpliwości i obawy. Różne obawy. Ale jedną z podstawowych jest właśnie perspektywa zagrożenia tego, co od tysiąca lat funkcjonowało w tym Narodzie w jak najściślejszym sprzężeniu, jako stos pacierzowy jego istnienia i działania - wiara chrześcijańska i losy ojczyste, Kościół i Polska.Powiedzmy otwarcie, obecny klimat duchowy Europy i jego formalny zapis w postaci projektu Konstytucji Zjednoczonej Europy, budzi w nas niepokój. Lękamy się zbrodniczego stosunku do życia z aborcją i eutanazją na czele. Nie, nie wpadamy w panikę - stawialiśmy czoła nie takim zakusom na życiową filozofię naszego Narodu. Damy sobie przy Bożej pomocy radę i z tymi popłuczynami tamtych zagrożeń, znajdujących się dzisiaj na śmietniku historii. Ale musimy być czujni, krańcowo roztropni i przewidujący, bo wróg jest dobrze uzbrojony i wyjątkowo chytry. Co więcej, przenika już szańce naszej obrony. A jaskrawym przykładem tego jest ta bezwstydna prowokacja ostatnich dni, upokarzająca to miasto stu kościołów z jego świętościami:  Wawelem, Skałką i świątynią Bożego Miłosierdzia na czele. Boli to i zawstydza, ale nie może zagłuszyć zasad dyktowanych autentyczną miłością bliźniego i ewangelicznej roztropności. Mimo wszystko, jest to krótkotrwały choć bardzo znaczący epizod.

12. Pozostaje natomiast generalny problem stającej w naszych progach Europy bez Boga, czy wypierającej się Boga. Musimy wszyscy, cały Kościół polski, Pasterze i owczarnia, cała rodzina Boża na tej ziemi stawić czoło takiej Europie. A trzeba to uczynić w imię Bohatera ze Skałki, Świętej Królowej z Wawelu i Matki Wszechnicy Jagiellońskiej, zastępu męczenników Oświęcimia, Dachau, Sachsenhausen i Katynia. Musimy przylgnąć całym sercem do tego echa wołania z Placu Zwycięstwa i Błoń Krakowskich, zostając wierni wierze Ojców, przywiązani do Chrystusa i Jego Kościoła. Ale musi to być wiara przekładająca się w autentyczny chrześcijański czyn wierności Kościołowi, walki o ochronę życia i jego niezawodny bastion jakim jest chrześcijańska rodzina. I taki niech będzie owoc tego świętego zamyślenia na tej Stanisławowej Golgocie. A wtedy dramat ze Skałki odezwie się  echem Stanisławowego tryumfu, prawdy i dobra nie tylko nad Wisłą ale i nad Dunajem, Renem i Sekwaną i zakwitnie godnym życiem w pokoju naszej Ojczyzny i pozostałych krajów europejskiej rodziny.

[powrót]