Powstanie Warszawskie wpisało się w historię jako jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń, wywołujących wiele żywych emocji i kontrowersji. Poniżej publikujemy dwa artykuły, których autorzy byli uczestnikami tamtych zdarzeń. Obecnie mieszkają stale za granicą. Materiały te powstały niezależnie od siebie i nie są próbą polemiki pomiędzy sobą

Inż. Jerzy Skoryna ,,Sielawa", delegat na Meksyk, AK, SPK, USOPAL

    POWSTANIE   WARSZAWSKIE  i MĘDRCY TEGO  ŚWIATA

Jako były żołnierz AK i Powstaniec Warszawski, przebywający w Meksyku od przeszło pół wieku, nie spotkałem się jeszcze z osobą, która dowiedziawszy się o moim polskim pochodzeniu i udziale w Powstaniu, nie okazała by zainteresowania tą jedną z najkrwawszych bitew II Wojny Światowej.

ROSJA  KŁAMIE - ECHO  POWSTANIA  W  MEKSYKU

Rok 1986, Polska znajdowała się na pierwszych stronach całej prasy w związku z walką Narodu o wolność pod przewodnictwem ,,SOLIDARNOŚCI". W Meksyku znajduje się cywilne Historyczne Stowarzyszenie Wojskowości (Asociacion Historica de Militaria), którego członkowie interesują się historią wojskowości, począwszy od guzików  mundurowych do strategii wielkich bitew. Często chodziłem na te miesięczne odczyty i dyskusje, które naprawdę były ciekawe. Któregoś dnia zapytano mnie, czy mógłbym przedstawić Powstanie Warszawskie z racji samego  udziału w tej bitwie i jako Delegat na Meksyk Koła byłych Żołnierzy AK i SPK, lecz ,,bez poruszania tematów politycznych, jedynie z punktu widzenia wojskowego tak strategicznego jak i taktycznego". Zaproszenie to z chęcią przyjąłem, ciesząc się, że będę mógł w ciekawym towarzystwie, wielu zapraszanych gości  przedstawić choć częściowo, prawdę o Powstaniu Warszawskim.     Na zebranie to, o czym wcześniej nie wiedziałem, zaproszono attaché wojskowych Stanów Zjednoczonych i Rosji sowieckiej.

W trakcie ustawiania sprzętu do projekcji, podszedł do mnie pewien pan, przedstawiając się jako attaché wojskowy ambasady sowieckiej, (nazwiska nie pamiętam) mówiąc mi: ,,zapewne przedstawi Pan tę bitwę z innego punktu widzenia, aniżeli to widział Sztab Główny Czerwonej Armii. Gen. Sergiejew Sztemenko, napisał dzieło naukowe pod tytułem ,,Sztab Główny w Czasie Wojny", które w wydaniu hiszpańskim Panu ofiarowuję". Naturalnie nie byłem w stanie nawet przejrzeć tej książki przed wystąpieniem. W ciągu przeszło półtorej godziny przedstawiłem akcje wraz z sytuacją wojskową przed i w czasie Powstania, podkreślając bohaterstwo Armii Krajowej, ludności cywilnej, Lotnictwa Polskiego i Alianckiego. Zwróciłem uwagę na brak wsparcia strategicznego, taktycznego i zaopatrzenia, jak i wstrzymanie ofensywy sowieckiej, oraz zakaz Moskwy na lądowanie samolotów alianckich na ich lotniskach po zrzutach z zaopatrzeniem dla Warszawy. Podkreśliłem przeprawę jednej jednostki Wojska Ludowego przez Wisłę, którą pozostawiono bez żadnego wsparcia i zaopatrzenia. Fakt ten dowodził, że Wisłę można dość łatwo przekroczyć, czego sowieci nie zrobili. Wszystko ilustrowałem przezroczami i mapami.  Po zakończeniu wystąpienia otrzymałem potężne oklaski. Jak zawsze, druga część spotkania była przeznaczona, na pytania i odpowiedzi. Było wiele zapytań, jedne bardziej, a drugie mniej rzeczowe, jak np. ,,dlaczego Polska Brygada Spadochronowa nie wylądowała na jakimś placu w Warszawie?" Na koniec el Attaché sowiecki skierował do mnie bardzo ,,mądre i głęboko przemyślane" zapytanie: ,,Czy Pan nie myśli, że gdyby Polacy nie byli podzieleni i nie mieli dwóch rządów, to Warszawy nie spotkałaby taki tragiczny los?".

Te pytanie otworzyło mi drzwi do wejścia na tematy historyczne i politycznie. Wszak nie mogłem pozostawić dyplomaty sowieckiego bez odpowiedzi. Na początku zwróciłem uwagę, że NIE BYŁO DWÓCH RZĄDÓW. W Londynie był Rząd legalny, konstytucyjny i uznany przez cały świat i społeczeństwo polskie. Natomiast w Moskwie został powołany przez władzę sowiecką i ludzi, którzy nie mogli powoływać się na żadne prawa konstytucyjne, ,,Komitet",  samonazywający się, jako ĽPolski". Następnie pokreśliłem jedność Narodu we wszystkich powstaniach XIX wieku, jego pełne poparcie w walce Polski o niepodległość w 1920 roku i nasze pełne oraz bezsporne zwycięstwo nad bolszewikami. Niespotykana w II Wojnie Światowej spójność całego Narodu, jego Sił Zbrojnych za granicą i Armii Krajowej będących wiernymi Rządowi Polskiemu i Aliantom. Nie było żadnego Quislinga, ani jednostek wojskowych pod dowództwem Trzeciej Rzeszy, jak np. wojska Właskowa. Na koniec pokreśliłem, że żaden z Aliantów nie pomordował Polskich Oficerów, jak to zrobił Związek Sowiecki i całe społeczeństwo było w pełni zjednoczone i zgodne wokół dochodzenia podziemnych władz Polskich, które wskazały, że mord w Katyniu został popełniony przez Rosję sowiecką, a nie Niemców, jak to kłamliwie Kremlin propagował. Dodałem, że obecna sytuacja pełnego poparcia Narodu Polskiego dla SOLIDARNOŚCI, podkreśla, że Polacy zawsze są zjednoczeni w wypadkach zagrożenia narodowego. Na koniec zwróciłem się do niego z zapytaniem: ,,na pewno po moim przedstawieniu prawdziwej sytuacji, przyzna mi Pan rację, że Polska i Polacy nie byli podzieleni, lecz zawsze zjednoczeni?"  

Na pełnej dużej sali zapanowała cisza, ,,jakby kto makiem zasiał". Wszyscy byli wpatrzeni w dyplomatę sowieckiego. Sekundy mijały, Rosjanin poczerwieniał tak jak jego czerwony sztandar. Po kilku minutach z trudem wykrztusił: ,,z Pańskiego punktu widzenia, ma Pan rację". Na tym skończyło się moje wystąpienie, którego szczerze i z entuzjazmem mi gratulowano, a Attaché wojskowy Stanów Zjednoczonych, dodał, że ,,doskonale potrafiłem przyłożyć Rosjaninowi i to, potrafi zrobić tylko Polak".  W miesiąc później, ,,nasz" niefortunny Attaché, ,,dyplomata" sowiecki, został odwołany do Moskwy. Minęło kilkanaście lat. Polska rozbiła ,,blok socjalistyczny", skutkiem czego było możliwe zburzenie ,,Muru Berlińskiego". Nieco później przeczytałem owo wspomniane Ľłównego, napisane przez gen. Sergiejewa Sztemenkę. Wypociny te były jednym wielkim kłamstwem o Powstaniu Warszawskim. Tak łgać potrafią jedynie Rosjanie i ludzie z pod znaków młota i sierpa, czerwonej gwiazdy, oraz swastyki.   Później jak zawsze, życie Delegatury Koła byłych Żołnierzy AK i SPK w Meksyku, toczyło się normalnie. Organizowane były w dalszym ciągu różne przedsięwzięcia i akcje mające na celu przedstawianie Polski w jak najlepszym świetle. Półwiekowe koleżeńskie więzi łączyły nas z organizacjami Weteranów Alianckich zawsze były i są w pełni przyjacielskie.  Jak co roku na ,,Memorial Day", który przypada na 30 maja, jestem zapraszany na cmentarz Stanów Zjednoczonych w Stolicy Meksyku na specjalne uroczystości, jakie organizuje weterański ,,American Legion" na których zawsze są obecni różni Ambasadorowie i Dyplomaci.

Na jednej z tych ceremonii zjawił się ,,nasz znajomy", były Attaché sowiecki. Po zakończeniu weterańskiego aktu ,,Memorial Day", podszedł do mnie tenże ,,dyplomata" w mundurze marynarki rosyjskiej, mówiąc, że teraz jest w randze ,,Attaché finansowego". Pytał mnie czy go sobie przypominam. Naturalnie potwierdziłem, że doskonale sobie przypominam, dodając: ,,czy teraz przyzna mi Pan racje co do Powstania i jedności Polaków? Otrzymałem zupełnie niespodziewaną odpowiedz: ,,widzi Pan porzednio nie mieliśmy dostępu do prawdy, dzisiaj sytuacja jest odmienna i w pełni przyznaję Panu rację".  Jest to WYRAŹNE POTWIERDZENIE DYPLOMATY ROSYJSKIEGO, ŻE TRAGEDNA POWSTANIA I JEGO UPADEK BYŁ SPOWODOWANY PRZEZ MOSKWE, A NIE STRONĘ POLSKĄ! Wszyscy historycy polscy w końcu muszą się przekonać że Polska NIE JEST WINNA tragedii Warszawy, a jej przyczyna leży w Moskwie i tam trzeba szukać dowodów, a nie w Warszawie,  Londynie, czy kieliszku rosyjskiej wódki.   Takie to były echa w Meksyku kłamliwej Rosji w stosunku do Powstania Warszawskiego z 1944 roku, jedności Polaków, które sobie zawsze przypominam gdy zbliża się rocznica Powstania!...

SKAZANA NA POWSTANIE

To co poniżej powiem nie odnosi się do prawdziwych POLSKICH historyków, którzy  wnikliwie studiują naszą historię, którym być może, choć tego nie twierdzę, brakuje  jeszcze bardziej wnikliwego przestudiowania różnych detali i skutków Powstania, nie tylko w kontekście naszego Kraju, lecz i na arenie Europy. Poniższe dociekania odnoszą się do wielkiej plejady ,,mędrców tego świata", którzy ciągle jeszcze ,,dowodzą, że tragedia Powstania Warszawskiego była sprowokowana przez przez stronę polską, co jest wierutnym kłamstwem. Te łgarstwa z całą stanowczością muszą być bezwzględnie sprostowane! Ze wszystkich punktów widzenia Warszawa była skazana na Powstanie.  Jesteśmy już w roku 2004,  w którym upływa rocznica 60 lat od wielkich bitew jakie miały miejsce w pamiętnym i tragicznym 1944 roku.  Zapewne z tej okazji ukażą się artykuły, głosy, ,,głębokie studia" i krytyki związane z Powstaniem Warszawskim. Jest rzeczą pierwszej wagi przedstawić sytuację jaka panowała wówczas w Warszawie. Niestety Stolica była BEZWAUNKOWO  BYŁA  SKAZANA  NA  POWSTANIE! Trzeba dokładnie rozpatrzyć wiele aspektów i sytuacji związanych z  Powstaniem Warszawskim z roku 1944, które w głównych punktach są następujące:

I.  Przygotowanie, i  postawa moralno ideologiczna, tak żołnierzy AK jak i społeczeństwa.

      a) Przez cały czas okupacji społeczeństwo przygotowywało się, a młodzież  słusznie, była szkolona i przygotowywana na zbrojne wystąpienie i oswobodzenie Polski i  Stolicy własnymi siłami w najodpowiedniejszym momencie. Ten  punkt jest niesłychanie ważny, w zrozumieniu ducha jednostek Warszawskiego Korpusu AK, jak i całej Armii Krajowej, oraz organizacji podziemia, w którym brała udział cała Polska.

      b) Gdyby nie było rozkazu do Powstania, to z własnej inicjatywy. wiele jednostek wystąpiłoby zbrojnie przeciwko ustępującym Niemcom, co było widoczne i jasne w ostatnich dniach lipca 1944 roku.  Radio sowieckie od dłuższego czasu nadawało    wezwania do Powstania, zapewniając, że armia sowiecka natychmiast wejdzie do opanowanej Warszawy, zaoszczędzając  zniszczenia i wielkich strat w ludziach. Dodając, że w ten sposób front zostanie przerzucony na zachód i ,,razem pójdziemy na Berlin".

      c) W wypadku samorzutnego wystąpienia, Powstanie byłoby chaotyczne,  zdezorganizowe i skazane na wielkie straty. Z tego wynika, że Powstanie bylo nieuniknione.

II.  ,,Mędrcy" tego świata, argumentują również, że Ľmomencie". Temu zaprzeczają następujące fakty:

      a) Po chaotycznym przejściu pobitych sił niemieckich, zauważyło się częściowy powrót jednostek żandarmerii i niektórych władz cywilnych do Warszawy.

      b) Najbliższe i najwygodniejsze połączenia na front wschodni, przechodziły właśnie przez Stolicę. Rzecz jasna, że za nimi wkroczyłyby jednostki zabezpieczające linie komunikacyjne, co bardzo utrudniłoby w walkach powstańczych.

      c) NIEODZWOWNE więc było wystąpienie PRZED wejściem tych jednostek, aby Powstanie mogło opanować miasto.

      d) Radio Moskwa podawało, że armia sowiecka jest gotowa do wejścia do Warszawy i znajduje się na przedpolach Stolicy. Radio sowieckie nawoływało BEZUSTANNIE do NATYCHMIASTOWEGO Powstania, a to w celu zaoszczędzenia zniszczenia miasta, które, gwałtownie Niemcy fortyfikowali i umacniali, wzywając polską ludność cywilną do współpracy przy budowie rowów i zapor przeciw czołgowych. NIKT do tej pracy nie stanął.

      e) W okolicach Grochowa i Wawra, zauważone już zostały czołgi sowieckie.

      f) Dzień Powstania był więc w pełni usprawiedliwiony.

      g) Z tego wynika, że Powstanie było nieuniknione.

III.  Teza, że Powstanie było ,,niepotrzebne".

      a) Gdyby nie było Powstania, to przez Warszawę przeszedłby front, niosąc z sobą zniszczenie porównywalne ze Stalingradem, a ludność byłaby skazana na śmierć i obozy koncentracyjne, nie mówiąc już o losach członków AK, którzy w najlepszym wypadku podzieliliby los swoich kolegów w Winie, zlikwidowanych przez sowieciarzy.

      b) Front wschodni chwilowo stanąłby w miejscu, dając więcej czasu Niemcom na zrobienie umocnień dalszych linii obronnych, na zachód od Warszawy, ze szkodą dla polskiej ludności cywilnej.

      c) Dano by pretekst sowieckiej propagandzie do twierdzenia, że ,,AK współpracuje z Niemcami i nie przedstawia żadnej wartości bojowej".

      d) Alianci mieliby ,,dowód", że AK jest tylko mitem i nie podlega prawowitemu Rządowi R.P. w Londynie.

      e) Sowieci mieliby ,,słuszną" podstawę do zrobienia z Polski XVII Republiki sowieckiej, co było szeroko komentowane w ,,polskich" kołach komunistycznych.

      f) Z powyższych powodów wynika, że Powstanie było nieuniknione i miało rację  bytu.

IV. ,,Usprawiedliwienia" zatrzymaniu frontu wschodniego i nie udzielenia pomocy Powstaniu.

      a) Teza o bocznym uderzeniu niemieckiej jednostki pancernej na wschód od Warszawy jest w pełni mylne, ponieważ atak ten szybko został zlikwidowany i sytuacja na Pradze i  prawym brzegu Wisły opanowana.

      b) Zabronienie na lądowanie samolotów polskich i alianckich z zaopatrzeniem dla Powstania, na terenach, zajętych już przez sowietów, potwierdza ohydną i pełną zdrady politykę rosyjską wobec Polski i Aliantów. Potwierdzając niezaprzeczalną prawdę o planach kompletnego zniszczenia Polski Niepodległej i Narodu Polskiego.

      c) Pomimo tego lotnictwo polskie i południowoafrykańskie, w lotach nocnych zrzucało broń i amunicje. Niestety ta pomoc była w niewystarczającej ilości, a wracające ekipy z powrotem do swoich baz miały wielkie straty. Loty wahadłowe zaoszczędziłyby  strat,  mogąc zabrać więcej zaopatrzenia, zamiast paliwa na drogę powrotną do baz w południowej części Włoch.

      d) Międzynarodowy skandal jaki z tego powstał zmusił sowietów do pozwolenia na lot wahadłowy Lotnictwa St. Zjednoczonych dopiero 18 września, kiedy to w rękach AK stan posiadania bardzo się skurczył i  większość zasobników zrzucanych na spadochronach spadała poza terenem powstańczym, wpadając w ręce niemieckie.

      e) Ostatecznie pod presją Aliantów, Rosjanie zaczęli udzielać Ľąc po nocach worki BEZ SPADOCHRONÓW z twardymi sucharami, sowiecką bronią lecz bez amunicji, a amunicję do lekkiej broni wyrobu sowieckiego, która nie była w uzbrojeniu AK, gdyż Powstańcy walczyli zdobyczna bronią niemiecką, lub własnej produkcji o tym samym kalibrze co niemiecka.

      f) Rzecz zrozumiała, że zrzucanie tego Ľłumaczenie sowieckie ,że ,,nie mieli broni niemieckiej i brakowało im spadochronów" było wielkim kłamstwem, bo mieli niemieckiej zdobycznej brony ,,aż po uszy", tak jak i spadochronów.

      g) Przeprawa berlingowskiej kompani na Czerniaków, też była zdradą. Wysłano jednostkę dopiero co zmobilizowaną, składającą się z chłopów, BEZ ŻADENGO WYSZKOLENIA, szczególnie do walk w mieście. Nie dano im zaopatrzenia, ani osłony, zostali więc bezbronną masą, która w ogóle nie wiedziała co ma robić. Ci żołnierze byli tylko kulą u nogi w Powstaniu. Trzeba ich było wyżywić, byli bez użyteczni, zarówno pod względem wyszkolenia, jak i z braku broni, której Powstańcy mieli bardzo mało. Moskwa użyła tą jednostkę, jako ,,dowód", że ,,obrona niemiecką jest tak silna, że nie można przyjść z pomocą Powstaniu". Wierutne kłamstwo, bo jeśli jedna kompania, bez wsparcia, właściwie nawet bez broni, wyszkolenia i zaopatrzenia mogła sforsować Wisłę, tym bardziej większa ofensywa mogła skutecznie i łatwo połączyć się z Powstańcami.

      h) Dowództwo Powstania prosiło o wsparcie lotnicze, aby wymieść z nieba Warszawy niemieckie lotnictwo i zniszczyć lotniska na Okęciu, skąd starowały sztukasy, bombardując bezkarnie Stolicę. Na to nie było żadnej odpowiedzi, a lotnicy sowieccy wygodnie opalali się, żłopiąc wódkę.

      i) Żądanie wsparcia artylerii sowieckiej z prawego brzegu Wisły, też pozostało bez odpowiedzi.  

      j) Z tak podstępnym kłamstwem i zdradą rosyjską, żaden uczciwy, porządny  wojskowy, nie mógł się liczyć.

      k) Odpowiedzialność za zniszczenie Warszawy, za ćwierć miliona poległych jest ponosi Rosja. Polska musi żądać odszkodowania, i podobnego sądu jaki spotkał Niemców w Norymberdze. Rosyjskich zbirów odpowiedzialnych tak za Warszawę, jak i inne wszystkie zbrodnie popełnione na Narodzie Polskim. Z powyższego jasno wynika, że

       l) Powstanie Warszawskie bylo nieuniknione.

V.  Są wysuwana ,,twierdzenia", że nie było skoordynowania i kontaktu pomiędzy Dowództwem AK i sowietami, co też jest kłamstwem:

      a) Moskwa jednostronnie zerwała stosunki dyplomatyczne z Rządem R.P., podając jako ,,dowód", prośbę Rządu R.P. skierowaną do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, o zbadanie mordu w Katyniu i wskazanie kto był winny tej zbrodni. Właśnie to Moskwa jest winna za brak łączności, a nie Polska.

      b) W Warszawie przebywał ,,łącznik" sowiecki, nijaki Kaługin, za którego pośrednictwem była łączność. Po niedługim czasie Kaługin zniknął z pola widzenia. To nie była wina polskiej strony

      c) Komenda AK w Warszawie wysyłała łączników na stronę sowiecką, która ich ignorowała w całym tego słowa znaczeniu.

      d) W końcu Premier, Stanisław Mikołajczyk poleciał do Moskwy, ze znanym negatywnym wynikiem rozmów. Więc to, NIE POLSKA JEST WINNA  brakowi łączności, a tylko sowieci.

Wszyscy ,,Mędrcy Świata", ,,historycy z pod Czarnej Gwiazdy", a raczej ,,czerwonej gwiazdy", którzy wszelkimi sposobami ĽPowstaniu Warszawskim, szukając ,,winnych" po stronie polskiej, niech z takim samym zapałem szukają winnych nie w Polsce, czy jakimś innym kraju zachodnim, lecz dużo bliżej, bo   w Moskwie. Tam w tajnych, lub nie tajnych dokumentach i archiwach, znajduje się cała prawda rosyjskiej zdrady wobec Powstania, Polski, jak i haniebnych układów w Jałcie. Tam w Jałcie dało się wolną rękę sowietom w Ľstrefie" - całej Europie Centralnej. Niestety żaden cywilizowany polityk nie znał i nie wyobrażał sobie, że Rosja jest perfidnym państwem, któremu nie można wierzyć, ani ufać w żadnym wypadku. Wszystko jedno czy będzie ,,słowo honor", bo takiego nie mają, czy też traktaty solennie podpisane. Nikt przy zdrowych zmysłach, tak normalny człowiek, polityk, lub wojskowy strateg, nie mógł przypuszczać, że Moskwa przygotowuje nieprawdopodobne barbarzyństwo, skazując na pewną śmierć ćwierć miliona Polaków, wraz z kompletnym zniszczeniem Warszawy, co było nieuniknione przy Powstaniu, jeśli nawoływania sowieckie do walki nie zostaną spełnione przez dzicz napływającą ze wschodu.  Z punktu widzenia strategicznego wejście do uwolnionej przez AK Stolicy, było logiczne i pierwszej wagi dla dalszego marszu na zachód, szybkiego wejścia na teren Trzeciej Rzeszy, kończąc wojnę przynajmniej sześć miesięcy wcześniej, zaoszczędzając niesamowitych zniszczeń, jak i nieobliczalnych strat w ludziach, włącznie z żołnierzami sowieckimi. Niestety dla Kremla, jak zawsze, życie ludzkie, nawet własnego wojska nie ma żadnego znaczenia. Cóż dopiero Polaków i Warszawy.  Znając postępowanie Niemców, wiadomo było, że użyją wszelkich dostępnych im środków przeciwko Powstaniu, na co słusznie liczyli Rosjanie. Z tego powodu, wejście do Warszawy zostało wstrzymane, ,,usprawiedliwiając", mniemaną ,,wielką" siłę oporu wojska niemieckiego, wstrzymując bezpodstawnie ofensywę, wznawiając ją prawie pół roku później. Tragedią Warszawy jest wynik bezprzykładnej rosyjskiej zdrady, jak i bestialstwa niemieckiego.

Niemcy szybko zorientowali się, że Moskwa nawet palcem w bucie nie kiwnie z wejściem i pomocą Powstaniu, wykorzystując ten fakt, zmasowali ataki na Warszawę, włączając lotnisko na Okęciu, odległe o kilka minut lotu od rosyjskich baz lotnictwa, które odpoczywało pięknego lata 1944 roku. Nikomu nawet przez myśl nie przeszła taka judaszowa zdrada. Sprawiedliwość ludzka i historyczna żąda ukarania rosyjskich winnych, stawiając ich przed trybunałem międzynarodowym, a od Rosji należy żądać zadośćuczynienia, wraz z odszkodowaniem. Właśnie tego powinni żądać historycy, jak i Rząd Polski, bez względu z jakiego ugrupowania czy partii politycznej pochodzi!  Wymówka ,,przedawnienia" w żadnym wypadku nie może mieć miejsca!  WARSZAWA BYŁA SKAZANA NA POWSTANIE, bez względu na to, jaka mogłaby być sytuacja strategiczna czy polityczna! To musi być jasne jak słońce, dla wszystkich obecnych historyków i mędrców tego świata. Za zniszczenia i upadek powstania winę ponosi Rosja Sowiecka, a nie Polska, a w szczególności Komenda Główna Armii Krajowej!

POWSTANIE URATOWAŁO EUROPĘ  i UNIĘ EUROPEJSKĄ

Ktoś, zapewne spytałby, JAK TO?

Wystarczy z większym zainteresowaniem przestudiować historię wojenną z lata 1944, aby jasno zdać sobie sprawę, że gdyby nie było Powstania Warszawskiego, nie byłoby Europy Zachodniej, a więc i Unii Europejskiej. Fakty dobitnie o tym mówią. Armia Czerwona gnała na zachód pobitych Niemców, wchodząc ĽPOLITYCZYCH przed Warszawą, zdając sobie sprawę, że Powstanie jest dowodem siły Armii Krajowej i całego Narodu w walce o prawdziwy niepodległy byt Państwa Polskiego. Stalin, nakazał zatrzymanie się wojsk sowieckich na linii Wisły, aby Niemcy zniszczyli cały ośrodek polityczny, wojskowy, opozycyjny do wszelkiej przemocy zaborców i intelektualny Polski, wprowadzając swoich złoczyńców, którzy niestety do dnia dzisiejszego jeszcze urzędują w rożnych ośrodkach dyspozycyjnych, nie dając rozwinąć się rzetelnemu duchowi katolickiej Polski. Moskwa liczyła, że Powstanie upadnie w ciągu kilku dni, co nie nastąpiło. Wobec tego faktu perwersyjnie symulowała Ľtak Warszawie, jak i Polsce Walczącej.  POWSTANIE WARSZAWSKIE zatrzymało hordy sowieckie w swoim zwycięskim pochodzie na zachód, dając Niemcom czas na ufortyfikowanie Odry i innych obiektów strategicznych, jak i zebranie resztek swoich wojsk, oraz zorganizowanie obrony, której w lecie 1944 roku nie było.    

W wypadku tylko kilkudniowego trwania Powstania, bolszewickie masy szybko przebiłyby się przez Polskę i Niemcy, spotykając się z Aliantami gdzieś tam na granicy Francji czy Belgii, lub najdalej Holandii. Nie byłoby ludzkiej mocy, aby wyprzeć moskali na wschód z Europy Zachodniej. Zostałaby tylko Anglia, Francja, Hiszpania i Portugalia, ewentualnie Belgia wraz z Holandią Wobec takiej sytuacji Unia Europejska nigdy by nie istniała, a Związek Sowiecki panowałby do dnia dzisiejszego nie tylko nad Starym Kontynentem.   Kultura i cywilizacja europejska należałaby już tylko do historii i to historii pomalowanej na czerwono. Gdyby dzisiejsza polska dyplomacja była naprawdę bardziej polska i spojrzałaby głębiej w historię XX wieku, a szczególnie na wysiłek Narodu Polskiego w czasie II Wojny Światowej poczynając od Wojska Polskiego w 1939 roku, poprzez Armię Krajową, Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie, to z pewnością pełniej mogłaby wykorzystać te fakty w negocjacjach z Unią Europejską i innymi Aliantami.  Niestety w zacisznych gabinetach ministerialnych unoszą się jeszcze czerwone i nie polskie opary, które nie pozwalają myśleć po polsku, ani rzetelnie pracować dla Kraju. Lecz fakt, jest faktem  - Unia Europejska istnieje dzięki Powstaniu Warszawskiemu!!!

Jan Sidorowicz, Montreal

POWSTANIE WARSZAWSKIE - BEZ NIEDOMÓWIEŃ

    (Artykuł polemiczny - ,,politycznie niepoprawny")

Od ponad pół wieku pokutuje obiegowa opinia, że sprawcą tragedii Powstania był Stalin, który zdradził, nie udzielając Warszawie pomocy. Otóż Stalin Warszawy nie zdradził, bo niczego nie obiecywał. Zachował się jak należało się spodziewać Ľkto był rzeczywistym sprawcą tragedii  natrafia na przeszkody. W świadomości społeczeństwa jest to ciągle niezabliźniona rana. I dlatego wszelkie dyskusje na ten tematĽkończą się tak zwanym Ľich po wojnie spowodowało, że Powstanie weszło do Panteonu Pamięci Narodowej i tym samym jego dowódcy pozostają do dziś poza wszelką krytyką.

POWSTANIE WIDZIANE Z BLISKA  (oczami 10-letniego chłopca)

Mieszkaliśmy na Flory w domu numer 7. Pierwszego sierpnia o 17.00 z sąsiedniego domu Flory 9 (róg Bagateli) wybiegło kilkunastu chłopaków z rewolwerami w rękach, aby zaatakować gmachy SS na Szucha. Tam były bunkry, zasieki i czołgi. Rozpętała się strzelanina i zaraz do naszej piwnicy zaczęli napływać ranni. Pamiętam ich do dziś, jakby to było wczoraj, Układano ich na węglu lub na stole w pralni, moja mama dawała poduszki. Jeden miał w trzech miejscach przestrzelone lewe pluco, ale żył. Przyszedł dozorca, pan Wakuliński  i powiedział z zachwytem, że Ľmiałem tylko 10 lat, ale zrozumiałem, że jest źle, bo znaczy, że nie opanowali nawet Bagateli. Ruch powstańców i sanitariuszek odbywał się piwnicami, przez przebite w murach otwory. Po godzinie strzelanina zaczęła cichnąć. Wtedy oficer, do którego zwracano się ,,panie rotmistrzu" (był to- jak później stwierdziłem,  Lech Gluchowski, d-ca batalionu Jeleń) - zapytał moją mamę (sic!): ,,Czy pod 9-ką są już Niemcy?" - wykazując tym kompletny brak rozeznania sytuacji. Zrozumieliśmy co się dzieje i uciekliśmy na 5 piętro. Z  nastaniem zmroku weszli Niemcy, zabrali i rozstrzelali tylko mężczyzn, w tym dwóch synów dozorcy (16 i 18 lat). Nas 5 sierpnia wyprowadzili na Szucha. Siedząc na placu na Rozdrożu byliśmy świadkami jak uformowali kolumnę z kobiet i popędzili je przed czołgami w kierunku Piusa, gdzie próbowali zdobyć powstańczą barykadę. Potem trzymali nas dobę bez jedzenia i picia na  podwórku gestapo, gdzie leżały zwęglone zwłoki powstańców. Dozorczyni przebrała trzeciego 14 letniego syna za dziewczynkę. Rozpoznali, zabrali i rozstrzelali. Drugiego dnia przegnali nas płonącą Marszałkowską do barykad powstańczych na placu Zbawiciela. Idąc Marszałkowską, w jakimś sklepie blisko Oleandrów, widzieliśmy stos trupów rozstrzelanych mężczyzn, a na placu Zbawiciela  leżały trupy, przez które należało przeskakiwać. Po przeskoczeniu barykady powstańczej udaliśmy się do rodziny na Hożą 47.

Na tym skrawku miasta, oswobodzonym od Niemców, mimo że pociski spadały na głowę, panowała niepowtarzalna atmosfera jakiejś euforii. Wisiały polskie flagi, działały różne polskie organizacje, kolportowano prasę powstańczą. Niestety ten nastrój euforii pomału gasł, w miarę jak na podwórku przybywało mogił, a domy zamieniały się w sterty gruzów. Po powstaniu dowiedziałem się, że z atakującego Szucha batalionu Jeleń (przedwojenni ułani plus młody narybek) na 98 żołnierzy ocalało siedmiu. Przed wycofaniem się w nocy na Mokotów, zrobili jeszcze zasadzkę na Niemców wchodzących do domu Flory 5, zabijając kilku. W efekcie Niemcy rozstrzelali natychmiast wszystkich mieszkańców Flory 9 i Flory 5, w tym moich 9-letnich kolegów ze szkoły. Dobili też wszystkich rannych i zastrzelili pozostałe z nimi sanitariuszki. Myśmy ocaleli przez przypadek. Już po wojnie dowiedziałem się, że w dniach 5-6 sierpnia Niemcy przebijali się przez Wolę, torując sobie przejście do mostu Kierbedzia i mordując masowo mieszkańców (5 sierpnia rozstrzelali 38 tysięcy ludzi). 5-go sierpnia dowództwo przejął generał SS Bach-Zelewski który zauważył, że masowe rozstrzeliwania połączone z rabunkami odrywają żołnierzy od walki i powodują nadmierne zużycie amunicji. Rozkazał więc rozstrzeliwać tylko mężczyzn i młodzież męska od lat 14. Nas wygarnęli z domu 5 sierpnia, gdy obowiązywał już nowy rozkaz. Okazało się też, że rejon Szucha, gdzie stacjonowało około 1500 uzbrojonych po zęby Niemców, atakowało z różnych stron około 500 powstańców, uzbrojonych głównie w rewolwery i granaty własnej produkcji. Zginęło ponad 400, w tym cała kompania, której udało się zdobyć Kasyno Oficerskie. Na Polu Mokotowskim zginęła Krystyna Krahelska (kompozytorka pieśni powstańczych). Z ulic Bagatela, Flory, Chocimska, Marszalkowska, Oleandrów, Litewska - Niemcy wygarnęli i rozstrzelali w ogródku jordanowskim na Bagateli i w ruinach GISZ-u ok. 3000 mieszkańców. Taka była cena tej fanfaronady

To tyle wspomnień i ujawnionych potem faktów. I potem przez lata gnębiło mnie pytanie,  jak można było dopuścić do takiego szaleństwa. Co było tego przyczyną i kto za to jest odpowiedzialny?

POWSTANIE WIDZIANE Z DALEKA  (po latach)

Latami śledziłem wszystkie dostępne mi publikacje na temat Powstania. Te krajowe były zakłamane, a nawet te w miarę obiektywne (Borkiewicz, Kirchmayer) posądzałem o tendencyjność. Wydania londyńskie też wydawały mi się nie w pełni szczere. Opis powstania przedstawiony przez Bora-Komorowskiego w jego książce Armia Podziemna (Londyn 1951) przypomina bardziej pamiętnik postronnego obserwatora niż dziennik dowódcy.

Wreszcie zapoznałem się z opracowaniem Jana Ciechanowskiego, będącym jego pracą doktorską obronioną w Londynie w 1968 roku. Praca ta bazuje na setkach dokumentów źródłowych, głównie pochodzących z polskich zbiorów archiwalnych przechowywanych w Londynie oraz na rozmowach Autora z żyjącymi jeszcze sprawcami dramatu. Praca ta  pozwoliła mi wreszcie sformułować własny pogląd na to wydarzenie, które zmieniło moje życie i życie wielu tysięcy Polaków. Cenne też były wyznania pułkownika Iranka-Osmeckiego, szefa wywiadu KG AK oraz raport kuriera Tadeusz Chciuka (,,Celt"), który wrócił z Warszawy do Londynu na kilka dni przed wybuchem powstania. Tymi wnioskami chciałbym podzielić się z Czytelnikami, gdyż wydaje mi się, że emocje związane z tym problemem opadły, większość uczestników tych wydarzeń oraz ich najbliższe rodziny nie żyją i można wreszcie obalić pewne mity bez narażania się na zarzut szargania świętości narodowych, czy wtórowania propagandzie komunistycznej. Najpierw trzeba przyjrzeć się sylwetkom ludzi, którzy wpływali wtedy na rozwój wydarzeń.

AKTORZY PIERWSZOPLANOWI:

Gen. Sikorski - Premier i Wódz Naczelny (do śmierci w 1943). Realista

Po podpisaniu układu Grabski- Majski wydał w listopadzie 194 rozkaz, że Armia Krajowa walczy z Niemcami, ale ma stawić zbrojny opór Armii Czerwonej, gdyby bez zezwolenia Rządu Polskiego wkroczyła na ziemie polskie. Jednak w marcu 1942 po spotkaniu ze Stalinem oświadczył podwładnym, że jeśli Rosjanie wkroczą do Polski w pościgu za Niemcami, to stawianie im oporu byłoby szaleństwem. A.K. ma manifestować swoja suwerenność i jednocześnie pozytywny stosunek do Rosji Sowieckiej. Ukrycie organizacji uważał za niemożliwe, bo niektórzy polscy oficerowie byli na usługach NKWD. Zalecał nie szafowanie ludźmi potrzebnymi do powojennej odbudowy, która będzie możliwa tylko przy dobrej woli Rosji. W grudniu 1941 przegapił jednak ostatnią szansę ułożenia się ze Stalinem w sprawie granic, gdy ten mu zaproponował ,,niewielkie korekty graniczne". Wtedy Rosja była śmiertelnie zagrożona, Niemcy byli pod Moskwa, prawdopodobnie Stalin zgodziłby się na pozostanie Lwowa, a może nawet i Wilna przy Polsce.

Gen. Grot-Rowecki - dowódca AK (do aresztowania w 1943). Fantasta

Wyznawał niezachwianie tylko teorie walki z dwoma wrogami.  Snuł takie pomysły, jak żądanie podporządkowania się partyzantki  sowieckiej dowództwu AK, a w wypadku wkraczania Rosjan Ľopóźnianie ich ruchu przez dywersje a następnie przesuniecie sił AK na Pomorze i stworzenia tam ,,reduty obronnej", gdzie przybędą wojska emigracyjne a potem i desanty anglosaskie. W długich, utrzymanych w pompatycznym stylu depeszach radiowych, żądał od Sikorskiego zapewnienia desantów lotniczych Anglosasów, nie wiedząc, że byłoby one niewykonalne choćby ze względów technicznych (brak samolotów o takim zasięgu). Wielu żołnierzy AK przypłaciło życiem nadawanie przez radio  takich ,,dezyderatów" i ,,memoriałów".

Stanislaw Jankowski - Delegat Rządu na Kraj. Nawiedzony

Według niego (memoriał przesłany do Londynu w styczniu 1944) - polskim celem wojennym na wschodzie jest utrzymanie granicy z 1921 roku - przy włączeniu Litwy do Polski i maksymalne osłabienie Rosji przez odłączenie od niej Ukrainy i Białorusi i powiązanie ich politycznie i wojskowo z Polska (sic!).

Stanislaw Mikołajczyk - Premier Rządu Emigracyjnego. Nieugięty.

Polityk o silnym charakterze i zdolności przewidywania. Niestety żądano od niego akrobatyki niemożliwej do wykonania. Stalin jako warunek ponownego nawiązania stosunków dyplomatycznych (zerwanych po ujawnieniu zbrodni katyńskiej) wysuwał zaakceptowanie granicy wg. linii Curzona (na Bugu), w zamian za rekompensaty na zachodzie i usuniecie z rządu osób, które publicznie demonstrowały swój wrogi stosunek do Rosji (gen.Sosnkowski, ministrowie Kot i Kukiel). Na przyjęcie tych warunków nalegał usilnie Churchill. Mikołajczyk zdawał sobie sprawę jak silną  pozycje ma Rosja wśród Aliantów i że należałoby pójść na ustępstwa, aby wytargować cokolwiek, bo inaczej Polska będzie całkowicie zdominowana przez Rosję, zsowietyzowana a nawet może i włączona do ZSRR. Niestety na ustępstwa nie mógł pójść, bo wyrażając zgodę na utratę Kresów, straciłby wiarygodność czynników krajowych i spowodowałby ferment w wojsku, w którym większość żołnierzy pochodziła z Kresów. Na dobitek Alianci nie zgadzali się na ogłoszenie przewidywanych dla Polski rekompensat na zachodzie, aby nie wzmacniać oporu Niemców. Paradoks polegał na tym, że cały ten spór był już ,,musztardą po obiedzie", bo utrata Kresów była już wcześniej przesadzona na konferencji Wielkiej Trójki w Teheranie, tylko Roosvelt prosił, aby tego nie ujawniać nikomu, gdyż bał się stracić 7 milionów głosów Polaków w zbliżających się wyborach.  W okresie poprzedzającym Powstanie, Mikołajczyk próbował bezskutecznie zawrzeć ze Stalinem porozumienie o współpracy militarnej miedzy AK i Armią Czerwoną. Mikołajczyk, bazując na meldunkach krajowych, przeceniał siłę militarną praktycznie nieuzbrojonej Armii Krajowej, a Stalin zdawał sobie sprawę, że jest to organizacja wroga Rosji, a jej siła militarna na tle teatru wojennego jest po prostu - żadna. 21 lipca 1944 Mikołajczyk upoważnił czynniki krajowe do podjęcia decyzji, czy przeprowadzić w Warszawie powstanie, i w którym momencie.

Gen. Sosnkowski - Wódz Naczelny. Niezdecydowany dramaturg.

Ogólnie ,,był za, a nawet przeciw".Nie wydawał jasnych rozkazów, lecz rodzaj sugestii. Nie wyobrażał sobie współpracy militarnej z Sowietami, bo to nie był sojusznik. Zdawał sobie sprawę ze słabości AK i z jednej strony był przeciwny powstaniu, z drugiej strony głosił: Ľnarodów są niekiedy nieuniknione ze względu na symbolikę polityczną tych aktów i znaczenie moralne dla potomności". Podobnie jak Grot-Rowecki widział konieczność beznadziejnego boju pod groźbą odpowiedzialności przed przyszłymi pokoleniami.

Był autorem absurdalnej Instrukcji dla AK, która mówiła, że w miarę posuwania się Rosjan, Armia Krajowa ma występować zbrojnie przeciw Niemcom, ale z chwilą pojawienia się Rosjan w danej miejscowości - znowu schodzić do podziemia. Byłyby to więc czyny i ofiary anonimowe, a efekty przypisałaby sobie partyzancka komunistyczna. W grudniu 1943 Sosnkowski  nakazał  Borowi-Komorowskiemu utworzyć nowa szkieletową kadrową organizację antysowiecką Ľszczególnie na Kresach Wschodnich.   W maju 1944 wysłał do Polski na spadochronie płk Okulickiego (po skoku automatycznie awansował na generała) z misją nakłonienia dowództwa AK do wywołania powstania w Warszawie. Chciał z Warszawy uczynić dramatyczna scenę, na której miał się rozegrać ostatni akt polsko-rosyjskiej konfrontacji i ,,wstrząsnąć tym sumienie świata". W lipcu 1944 kazał Borowi - Komorowskiemu rozważyć możliwość ewakuowania najwartościowszych ludzi na zachód (opcja wybrana w styczniu 1945 przez d-ce Brygady Świętokrzyskiej NSZ) lub przez Słowację na Węgry (sic!). Jednocześnie łudził Bora obietnicami przysłania Polskiej Samodzielnej Brygady Spadochronowej, mimo że została ona już przekazana pod dowództwo alianckie, a przerzut jej do Polski był technicznie niewykonalny. A na kilka dni przed spodziewanym wybuchem powstania wyjechał na ,,inspekcję" do Włoch, umywając ręce od odpowiedzialności. Powstania ani nie nakazał, ani nie zakazał.

Stalin - wiadomo. Konsekwentny rzezimieszek

 Jego stosunek do Polski by jasny: określał go pakt Ribentrop- Mołotow i zbrodnia katyńska. Stąd łatwo było zgadnąć intencje jego na przyszłość. Rząd Londyński traktował z nieukrywaną pogardą a Armii Krajowej zarzucał, że nie walczy z Niemcami, lecz zwalcza partyzantkę sowiecka. Było w tym trochę prawdy. Represje Niemieckie na ludności powodowały, że AK prowadziła tylko akcje sabotażowe i to w ograniczonym zakresie. W latach 1943-44 w lasach zrobiło się ciasno. Często na tych samych terenach działały oddziały AK, partyzantka komunistyczna, ukraińska, rosyjscy spadochroniarze zrzuceni na tyły wroga i  wreszcie pospolite bandy rabunkowe. Wszystkie czerpały środki do życia z tego samego ,,rezerwuaru", jakim były gospodarstwa chłopskie. Dochodziło więc do zatargów a czasem i potyczek, bo trzeba było bronić polskiej ludności. W okręgach wileńskim i nowogrodzkim dochodziło do starć z partyzantką sowiecką a nawet do kontaktów z Niemcami, celem pozbycia się ,,niepożądanych gości" (Krzysztof Komorowskii - Armia Krajowa,  Lisiewicz - Plan Burza).

 Stąd Stalin już 1943 roku przeciwstawiał się zrzutom broni dla AK - twierdząc, że broń ta idzie w nieodpowiednie ręce. A podczas powstania nie zgadzał się nawet na lądowanie samolotów alianckich na założonej przez amerykanów bazie lotniczej w Połtawie na Ukrainie, które mogłyby dokonać zrzutów broni dla Warszawy, w ramach lotów wahadłowych. Argumentował, że ,,Rząd Radziecki nie chce mięć nic wspólnego z awantura wywołaną przez kryminalistów dla osiągnięcia celów wrogich wobec Związku Radzieckiego" Niesłuszne jest jednak oskarżanie Stalina, że wstrzymując ofensywę sowiecką i odmawiając udzielenia pomocy - zdradził Warszawę. Stalin Warszawy nie zdradził, bo Stalin Warszawie niczego nie obiecywał. Zachował się jak można się było spodziewać - urządził drugi Katyń.

Churchill - wiadomo - Nieszczery doradca

Z wielką siłą nalegał na Mikołajczyka, aby ten zgodził się na zmianę granic i na usuniecie z Rządu osób wrogich Rosji, co dałoby szansę na dogadanie się ze Stalinem w sprawach współpracy wojskowej i administracji cywilnej na wyzwolonych terenach. Argumentował, że Anglia dochowuje swoich zobowiązań sojuszniczych wobec Polski, ale nigdy nie gwarantowała ,,specyficznych" granic i uprzedzał, że Anglicy nie będą bić się z Rosją o polskie granice. Oczywiście w tych wszystkich radach najważniejszy był interes Wielkiej Brytanii, honorowe wyjście z sytuacji w stosunku do zdradzanej Polski i troska, aby nie zrazić sobie Rosji, na której spoczywał główny ciężar wojny.

Roosevelt - wiadomo - Obłudnik

Zataił, że już na konferencji w Teheranie uzgodnił ze Stalinem przebieg polskiej wschodniej granicy, bo nie chciał utracić w wyborach 7 milionów głosów polonii. W rozmowie z Mikołajczykiem udawał, że popiera jego dążenia do zachowania Lwowa i Wilna, niepotrzebnie ,,utwardzając" jego stanowisko.  W fazie powstania ociągał się z udzieleniem pomocy lotniczej a nawet z ogłoszeniem, że powstańcy są żołnierzami koalicji i przysługują im prawa kombatanckie zgodnie z konwencją haską i genewską. Wszystko, aby nie narazić się Stalinowi, bo to działo się na terenie rosyjskiego teatru operacyjnego.  W Jałcie nie wyciągnął wniosków z zachowania się Stalina podczas Powstania i uwierzył mu, że on chce ,,aby Polska była niepodległa i demokratyczna".  Stalin był mu jeszcze potrzebny do rozgrywki z Japonia.

Hitler - Wódz Narodu Niemieckiego - wiadomo

Na wiadomość o wybuchu powstania, rozkazał zabić wszystkich mieszkańców bez względu na wiek i płeć a miasto spalić i zrównać z ziemią. Rozkaz ten natychmiast zaczęto wykonywać z niemiecką skrupulatnością a nawet nadgorliwością.

Armia Krajowa - elita Narodu - wspaniała organizacja

Już sama nazwa powodowała nieporozumienia, gdyż posiadała tylko nieliczne oddziały zbrojne operujące głownie w lasach.  To było raczej sprzysiężenie ludzi ze wszystkich warstw społecznych, gotowych walczyć o Polskę wszelkimi dostępnymi środkami. Jej liczebność wahała się (w zależności  od czasokresów oraz źródeł) od 200 do 350 tysięcy członków. Większość żołnierzy nie wykonywała zadań bojowych, lecz wywiadowcze i sabotażowe w swoich miejscach pracy, sabotując urządzenia, środki transportowe i archiwa wroga. Przez sama Komendę Główną przewinęło się w czasie okupacji 4500 etatowych pracowników, z czego ponad 1500 zginęło rozstrzelanych lub w obozach koncentracyjnych. Armia Krajowa miała wspaniałych ludzi, pracujących w nieustannym zagrożeniu i prowadziła bardzo szeroki zakres działalności: wywiad (krajowy i zagraniczny), wysyłanie kurierów, przyjmowanie zrzutów, akcje sabotażowe, likwidowanie gestapowców i konfidentów, odbijanie więźniów, opieka nad rodzinami aresztowanych i pomordowanych, tajne podchorążówki, produkcja broni, propaganda (druk i kolportaż), podrabianie dokumentów, służba medyczna i kwatermistrzowska. W samej Warszawie posiadała kilka tysięcy lokali konspiracyjnych i skrzynek kontaktowych. Z pieniędzy ze zrzutów miała budżet, z którego opłacano pracowników pracujących wyłącznie dla organizacji, wypłacano żołd żołnierzom, zapomogi dla rodzin, kupowano broń, wykupywano więźniów. Miała tylko jeden mankament: praktycznie nie miała broni. Szczególnie w Warszawie, przed samym wybuchem powstania.

ROLE DRUGOPLANOWE:

Gen. Tatar - Zastępca Szefa Sztabu AK - ,,trędowaty¨

 Jesienią 1943 opracował dla Dowódcy AK referat, w którym udowadniał, że cała Europa południowo-wschodnia dostanie się w strefę wpływów sowieckich, więc nie można prowadzić polityki dwóch wrogów, lecz trzeba się z Rosja ułożyć i czym wcześniej tym lepiej, bo uzyska się lepsze warunki zanim Rosjanie wejdą. Został uznany w sztabie za zdrajcę i aby nie ,,zarażał" tymi ideami młodszych oficerów - został wysłany w kwietniu 1944 do Londynu.

Płk Bokszczanin -  Z-ca Szefa Sztabu AK - przytomny

 Na odprawach poprzedzających decyzję o powstaniu przekonywał, że Rosjanie  zatrzymają ofensywę, gdy zorientują się, że powstanie zostało wywołane przez wrogi im Rząd w Londynie, celem zainstalowania w stolicy podległych mu władz cywilnych. Ostrzegał przed przedwczesnym rozpoczęciem powstania, zanim nie pozna się  intencji Rosjan. Radził, aby nie wydawać rozkazu do walki, zanim nie zaobserwuje się, że artyleria sowiecka przenosi ogień na lewy brzeg Wisły. Byłby to dowód, że przełamali opór niemiecki na prawym brzegu i zamierzają forsować Wisłę. Przyjęto to jako warunek rozpoczęcia powstania, ale w chwili wydawania rozkazu do walki - zapomniano o tym.

Jan Nowak- Jeziorański - ,,Kurier z Londynu" - sygnał ostrzegawczy

 Gdy w lipcu 1944 wrócił z Londynu do Polski, był chyba najlepiej zorientowanym człowiekiem w sytuacji zarówno w Londynie jak i w Polsce. W Londynie rozmawiał z Mikołajczykiem i Sosnkowskim, był przyjęty przez Churchilla i ministra Edena i miał wystąpienie w Parlamencie Brytyjskim. Ostrzegał dowództwo AK, że sytuacja międzynarodowa jest taka, że Rosjanie po zajęciu Polski, będę w niej rządzić jak zechcą, wiec powstanie będzie walką o przegraną już sprawę. Że nie można liczyć na żadną  pomoc militarną z zachodu i że powstanie nie poruszy  też opinii publicznej na Zachodzie. Uprzedził też, że Polska Brygada Spadochronowa nie przybędzie z pomocą, bo została już przez Aliantów przeznaczona do innych celów. Nie przybędzie nawet anglo-amerykańska misja obserwatorów, bo Polska leży w strefie działań sowieckich. Wspomina, że młodsi oficerowie prosili go, aby przekonał dowództwo, że powstanie to szaleństwo. Nie przekonał.

,,Polacy" z Komitetu Lubelskiego - (PKWN) - moskiewskie pachołki

Wzywali do rozpoczęcia walki w Warszawie. A gdy powstanie wybuchło, odezwa KC PPR głosiła: ,,Banda sanacyjnych awanturników i warchołów podnosi dziś swa brudną łapę przeciw PKWN i przeciwko Ludowemu Wojsku Polskiemu..." A Gomułka   po upadku powstania powiedział: ,,stosy trupów bohaterskich obrońców stolicy reakcja traktowała jako drabinę, po której chciała dostać się do władzy, wbrew woli Narodu".

Gen. SS Von dem Bach-Zelewski - odpowiedzialny za pacyfikacje - Polki-syn

Uzyskał zgodę Hitlera, aby ze względów praktycznych (oszczędność czasu i amunicji) nie zabijać wszystkich mieszkańców, lecz tylko mężczyzn i chłopców powyżej lat 14-tu.

Marszal. Rokossowskij - D-ca Frontu Sowieckiego - Polak?!

Po przegranej bitwie pancernej 4-5 sierpnia pod Wołominem, gdy jego korpus pancerny został przez Niemców odrzucony - podobno 8 sierpnia zameldował Stalinowi, że 23 sierpnia będzie w stanie wznowić ofensywę celem zdobycia Warszawy a Stalin podobno planu nie zatwierdził. Piszę podobno, bo nikt tego planu nie widział, a człowiek który siedział w sowieckim łagrze i znał stosunek Stalina do Powstania takiej propozycji by nie wysunął. Potem, aby  przedłużyć powstanie, pozorował ,,desant" na Czerniakowie. Nie nawiązał kontaktu z dowództwem powstania, mimo że wskazano mu czynny kabel telefoniczny z Pragi do Śródmieścia. Po wojnie mianowany Marszałkiem Polski.

BEZPOŚREDNI SPRAWCY

Gen. Okulicki - Emisariusz Sosnkowskiego - zawadiaka (dziś byłby nazwany    oszołomem)

Znany był w Kołach wojskowych ze swojej impulsywności i brawury. Bór-Komorowski wyrażał się o nim: ĽPostać tragiczna. Gorący patriota, ale bez wyobraźni i poczucia odpowiedzialności, a dziwne, bo przeszedł w 1940-1941 przez więzienia NKWD, lecz w 1944 ciągle nie doceniał perfidii i przebiegłości Rosjan. Zrozumiał to chyba dopiero wtedy, gdy w 1945 został podstępnie uprowadzony do Moskwy i znalazł się znowu na Łubiance (gdzie po procesie 16-tu zmarł lub został zamordowany). Zrzucony do Polski w maju 1944 uparcie dążył do wywołania powstania. Mówił: Ľwalkę można wykazać dążenie narodu do wolności i niepodległości". Członków Komendy Głównej AK, którzy wyrażali obawy, posądzał o defetyzm i tchórzostwo. Na argumenty, że brak jest broni, odpowiadał: ,,lud paryski nie liczył ilości pałek jak ruszał na Bastylie". Borowi-Komorowskiemu groził, że jeśli nie wyda rozkazu do powstania, to stanie się drugim Skrzyneckim. Cały czas parł do walki, namawiał członków KG, aby Borowi przedstawiali fałszywy obraz sytuacji, aby przyśpieszyć wydanie rozkazu .(Ciechanowski) Cytują za Janem Matłakowskim (Kulisy genezy Powstania Warszawskiego): Ciska jak piorunem słowo Teheran. Wyjaśnia, że w Teheranie alianci zdradzili Polskę oddając ją w sferę wpływów sowieckich. Mówił: ,,Musimy zdobyć się na wielki zbrojny czyn. Podejmiemy w sercu Polski walkę z taką mocą, by wstrząsnęła opinią świata. Krew będzie się lała potokami, a mury będą się walić w gruzy. Będzie to krzyk protestu, że sowieci zagarniają Polskę.  I taka walka sprawi, że opinia świata wymusi na rządach przekreślenie decyzji teherańskiej, a Rzeczpospolita ocaleje". Pułkownik Pluta-Czachowski relacjonuje, że gdy zwrócił mu uwagę, że samodzielnie podjęte powstanie może doprowadzić do zburzenia miasta i wyrżnięcia ludzi, odpowiedział, że protest Warszawy musi nastąpić, choćbyśmy musieli zagrzebać się w gruzach. Aż dopiął swego. Jan Nowak-Jeziorański w swojej książce Ľ (wyd. Odnowa, Londyn 1978) pisze o nim: (w przededniu powstania) ,,nie odczuwał wahań, ani rozterki - wynikało to z jego brawurowej natury żołnierza pędzącego do szturmu z zamkniętymi oczyma"... Na ostatniej odprawie przed powstaniem Bór mianował go dowódca nowej organizacji antysowieckiej, która miała rozpocząć działania w wypadku aresztowania przez Rosjan dowódców Armii Krajowej i nakazał mu wyłączyć się z akcji powstańczej i przejść do głębokiej konspiracji. Powiedział mu: ,,Jest Pan Generale naszą ostatnią nadzieją. Gdy 6 sierpnia miasto płonęło, na Woli rozstrzeliwano codziennie 30  tysięcy ludzi i wiadomo już było, że powstanie obraca się w katastrofę - Okulicki pisał do Bora: ( vide kopia oryginalnej notatki w Encyklopedii PW) ,,należy zdobyć najważniejsze gmachy rządowe jak Akademię Sztabu Generalnego  i ratusz i oflagować te budynki, aby wkraczający bolszewicy ujrzeli potęgę Państwa Polskiego". I dalej, że to nie dowódca AK ma podejść do wchodzących Rosjan, tylko oni mają do niego przyjść jako do gospodarza. Po upadku Powstania, jako ostatni Dowódca Armii Krajowej, napisał do prezydenta Raczkiewicza, że ,,powstanie warszawskie dobrze spełniło swoje zadanie"... Armie Krajowa rozwiązał w styczniu 1945.

Gen. Bór-Komorowski - Dowódca AK - kawalerzysta.

Według opinii płk Bokszczanina wojskowe wiadomości i przygotowanie dowódcy AK ,,ograniczały się do umiejętności dowodzenia pułkiem kawalerii". Nie miął żadnego doświadczenia w prowadzeniu walki w mieście i  nie znał się na koniecznych zabezpieczeniach logistycznych takiej walki. Był człowiekiem słabego charakteru i ulegał wpływom takich osobników jak Okulicki. Generał Tatar wyrażał się o nim ,,pajac"(Ciechanowski) Jan Nowak-Jeziorański (Kurier z Warszawy) pisze o nim: ,,Wbrew jakby jemu samemu pchały go nieustannie w górę wojenne okoliczności i dziwny polski system selekcji, zapewniający największe szanse temu, na którego wszyscy najłatwiej się godzą, bo nikomu nie przeszkadza". Na dwa tygodnie przed wybuchem powstania Bór-Komorowski twierdził: ,,Przy obecnym stanie sił niemieckich i ich przygotowaniach polegających na rozbudowie każdego budynku zajmowanego przez wojsko lub urzędy w obronne fortece z bunkrami i drutem kolczastym Ľpowstanie nie ma szans powodzenia". Rozkaz do rozpoczęcia powstania wydal po naciskach a może i szantażu Okulickiego pod nieobecność szefa wywiadu i szefa wydziału operacyjnego, na podstawie nie sprawdzonej wiadomości d-cy okręgu warszawskiego, że na Pelcowiznie zauważono już czołgi sowieckie. Pół godziny później okazało się, że to nie były czołgi sowieckie, tylko niemieckie, przechodzące do kontrofensywy. Rozkaz mógł jeszcze odwołać, lecz nie zrobił tego. W czasie Powstania wykazał się brakiem elementarnej wiedzy wojskowej. Żądał, aby przysłano Polską Brygadę Spadochronową i polskie dywizjony Mustangów, co było  niewykonalne aż z  dwóch powodów: nie zdobyto lotniska i ze względu na ograniczony zasięg samolotów. 14 sierpnia wydał desperacki rozkaz, aby oddziały leśne AK ,,szły na odsiecz Warszawie". Oddziały z Kampinosu dotarły na Żoliborz, ale te z Puszczy Kozienickiej i Świętokrzyskiej,  po wyjściu z lasów, zostały rozbite przez Niemców..    Człowiek przestrzegający zasad etycznych.. W przededniu powstania jego żona była w 8 miesiącu ciąży. W swojej książce pisze, że mógł ją wysłać za miasto, ale stwierdził, że jako żona dowódcy winna dzielić los mieszkańców stolicy. Cudem ocalała wraz z półtorarocznym dzieckiem z rzezi na Woli.  W przededniu kapitulacji powstania, w uznaniu zasług, został przez Prezydenta Raczkiewicza mianowany Wodzem Naczelnym Polskich Sił Zbrojnych...

Gen. Pełczyński - Szef Sztabu KG AK - dyzio

Na jednej z ostatnich odpraw KG, Delegat Rządu zapytał go, co będzie, jeśli Rosjanie wstrzymają ofensywę. Odpowiedział : ,,no to Niemcy nas wyrżną". Ustalono też, że ze względu na brak broni, silnie ufortyfikowane obiekty zajmowane przez Niemców, jak aleja Szucha czy koszary lotników na Rakowieckiej - nie będą atakowane, lecz jednie izolowane, bo chodzi o opanowanie miasta. Pierwszego sierpnia  w s z y s t k i e  obiekty były atakowane i mimo olbrzymich strat w ludziach  ż a d e n  nie został zdobyty. Po wojnie powiedział, że te silnie bronione obiekty były atakowane przez  n i e d o p a t r z e n i e ... Pierwszego sierpnia stracił na Mokotowie syna. Do końca niczego nie zrozumiał. W 1945 roku powiedział Janowi Nowakowi-Jeziorańskiemu (Kurier z Warszawy): ,,Rosjanie dosłownie lizali już Warszawę, musielibyśmy nie być wojskiem tylko strażą ogniowa, aby się nie bić w tej sytuacji"... Płk Chruściel (¨Monter¨) - D-ca Okręgu Warszawskiego - wywiadowca- amator. Nie zorganizował wywiadu na przedpolu walki w postaci obserwatorów zaopatrzonych w krótkofalówki, aby informować o postępach wojsk sowieckich. 31 lipca wsiadł w tramwaj i pojechał na Pragę, zobaczyć co się dzieje na rogatkach miasta. Dojechał do wylotu Grochowskiej i do wylotu Radzymińskiej. I ,,,baby" powiedziały mu, że na Pelcowiznie widziano już czołgi bolszewickie. Dalej wywiad dowódcy okręgu nie sięgał. Z tą wiadomością, która okazała się po prostu plotką, wrócił do Bora i było to podobno było podstawą do wydania rozkazu o początku powstania, choć Matłakowski, będący wtedy blisko kół decyzyjnych twierdzi, że był to szantaż duetu Okulicki-Pełczyński.  Powstańców nie posiadających broni kazał uzbroić w siekiery, łomy i kilofy. Jeszcze przez cały sierpień, nie mając żadnych odwodów, aż do upadku Starówki snuł nierealne plany ,,kompletnego wyrzucenia Niemców z miasta". Na ostatniej przed kapitulacja naradzie dowództwa AK, w dniu 28 września, będąc świeżo awansowany na generała oświadczył: ( Zenczykowski-Samotny bój Warszawy) - ,,Duch żołnierzy jest doskonały, nasze pozycje obronne są dobre,  sytuacja amunicyjna i stan broni  jest dobry, walkę obronną możemy prowadzić stosunkowo długo..."

Płk Iranek-Osmecki Ľ

Dał się przekonać Okulickiemu, że (cytuję jego wspomnienia): ,,musimy stoczyć w Warszawie bitwę, której świat nie będzie mógł zignorować, bo dostarczy to  krwawego dowodu perfidii sowieckiej". I dalej: ,,Jako szef wywiadu miałem obowiązek przestrzec Bora przed nieprzemyślaną decyzją, ale jako Polak podzielałem pogląd Okulickiego, że Warszawa nie może przejść z rąk niemieckich w sowieckie bez wyrażenia naszej woli zachowania niepodległości choćby poprzez wielki krzyk buntu i rozpaczy".  Ostrzegał Bora, że Niemcy koncentrują na przedpolu Warszawy doborowe dywizje pancerne SS. Niestety, gdy dostał informacje, że dywizje te przeszły już do kontrnatarcia - spóźnił się na ostatnia odprawę, na której Bór wydał rozkaz rozpoczęcia powstania nazajutrz.

OKOLICZNOŚCI  ŁAGODZĄCE:

 20 lipca był zamach na Hitlera i nieudany przewrót wojskowy. Liczono, że lada dzień rozsypie się niemiecka dyscyplina. W dniach 22 do 27 lipca obserwowano w Warszawie paniczną ucieczkę Niemców. Piszący te słowa widział, jak niemieccy urzędnicy zamieszkali w naszym domu, wyrzucali w popłochu z okien ubrania i materace prosto na stojący na podwórku samochód. Przez mosty ciągnęły na zachód kolumny wycieńczonych żołnierzy, co sprawiało wrażenie rozkładu na froncie i ucieczki.  Na prośbę Churchilla, Stalin zgodził się przyjąć Mikołajczyka, który właśnie był w drodze do Moskwy. Sadzono, że może nareszcie uda mu się uzgodnić zasady choćby doraźnej współpracy wojskowej między AK i Armią Czerwoną.  Od 26 lipca słychać było od wschodu ciągły odgłos kanonady artyleryjskiej. W tym czasie komunistyczna radiostacja z Lublina nadawała odezwy ,,do ludu Warszawy, aby chwycił za bron i pomógł Armii Czerwonej zdobyć miasto". Istniało więc  niebezpieczeństwo, że powstanie wywołają czynniki komunistyczne i one przywitają Rosjan ,,w imieniu Narodu" lub, że wybuchnie ono spontanicznie w sposób niekontrolowany.

SPLOT NIEPOROZUMIEŃ,  PARADOKSÓW  I  ILUZJI

Paradoksem było, że zawarcie przez Mikołajczyka porozumienia o współpracy militarnej rozbijało się o to, że nie chciał on i   nie mógł zgodzić się   na korektę naszej wschodniej granicy. A sprawa utraty przez Polskę swoich ziem na wschodzie była już dawno przesadzona na konferencji w Teheranie, lecz było to przed Rządem Polskim, na wniosek Roosvelta - ukrywane. Nieporozumieniem było wzajemne przecenianie swoich ról. Rząd w Londynie na podstawie przesadzonych meldunków przeceniał silę militarna AK, a czynniki krajowe przeceniały możliwości dyplomatycznego działania rządu emigracyjnego, z którym nikt się za bardzo nie liczył. Jak słusznie napisał Jan Karski, wojnę wygrywa się siłą gospodarki i zasobów, czyli ilością wyprodukowanych czołgów i samolotów, a nie jakimś podziemiem, które choć wspaniale zorganizowane, pozostawało bez broni. Wydaje się, że kluczem do rozwiązania zagadki ,,jak mogło dojść do takiego szaleństwa" jest raport Tadeusza Chciuka, który 26 lipca 1944 wrócił do Londynu ze swojej drugiej wyprawy do Polski jako kurier MSW. Cytuję wyjątki: ,,Naród polski zdaje egzamin w tej wojnie. Ale egzaminu tego nie zdają kierownicy naszego życia podziemnego, organizatorzy konspiracji, przywódcy polityczni i wojskowi. Bardzo mało mógłbym wyliczyć osób spośród kierujących naszym życiem podziemnym, które orientują się w wydarzeniach międzynarodowych, w światowym układzie sił i tym samym w naszych możliwościach. Ale i te osoby, które się orientują, odrzucają wiadomości niepomyślne, bazując swe poglądy, nadzieje i postępowanie na wiadomościach pomyślnych. Gdy mówiłem, że Rosja jest dziś potęgą, z która musimy się liczyć - odpowiadano mi, że to są jej ostatnie podrygi, że nie ma własnej broni ani amunicji, walczy sprzętem amerykańskim i zależy od anglosaskich dostaw żywności". I dalej: Ľpatriotyzmem. Chodzi tu o prawdziwych z krwi i kości Polaków, t.zn. niezbyt myślących, ale bardzo dzielnych patriotów. Cóż wiec prostszego jak walczyć do ostatniej kropli krwi, o każdą piędź ziemi polskiej, być bohaterem i zginąć. To, że społeczeństwo nie poszło na współprace z Niemcami, kosztowało nas już śmierć milionów ludzi. To zaś, że będziemy bohaterami, którzy niczego się nie zrzekną - może nas kosztować utratę całej Polski".(Duraczynski, Miedzy Londynem a Warszawa) Niestety prawdą było to, co wbijała nam przez pól wieku propaganda komunistyczna: masy żołnierskie AK zostały oszukane przez dowództwo. Zdecydowana większość w powstaniu widziała szanse odwetu na Niemcach. Tylko nieliczni zdawali sobie sprawę, że gra idzie o co innego: Niemcy i tak odejdą z Warszawy, chodzi o przyszły kształt Polski. Ale tylko wąskie kierownictwo wiedziało, że ten kształt Polski też już jest przesądzony, a powstanie ma być tylko ,,krzykiem protestu".  Żołnierze nie zdawali sobie sprawy jak wrogie są stosunki miedzy obozem londyńskim a sowietami. Porywając się do walki z Niemcami, nie wiedzieli, że nagroda za ich czyn będzie na pewno upokarzające rozbrojenie, a dla wielu z nich więzienie lub sowieckie łagry i śmierć. A na tych, co podejmowali decyzje ciążył czynnik psychologiczny. Wiedzieli, że jeśli nie rzucą AK do walki z Niemcami, to potwierdzą sowieckie zarzuty bierności, a nawet sympatyzowania z Niemcami i skończą w więzieniach NKWD. Wiedzieli, że NKWD ma ich ,,rozpracowanych¨ - zna ich pseudonimy, nazwiska i rysopisy. Wiec wysyłając nieuzbrojoną młodzież na bunkry i czołgi - świadomie lub podświadomie próbowali kupić sobie choćby chwilową nietykalność. Tego wątku nie znajdziemy oczywiście w żadnych wspomnieniach ani ,,politycznie poprawnych" opracowaniach historycznych, ale według mnie musiał wchodzić w rachubę. Wszyscy mają instynkt samozachowawczy...

OD PLANU  ,,BURZA¨ DO POWSTANIA  WARSZAWSKIEGO

Bór-Komorowski zmienił bezsensowną ¨Instrukcję dla AK¨ Sosnowskiego, która przewidywała, że AK atakuje cofających się Niemców, a z nadejściem Rosjan - schodzi znowu do podziemia. Bór  postanowił, że AK atakuje cofające się niemieckie straże tylne, a następnie ujawnia się przed Rosjanami jako wojsko podległe Rządowi Polskiemu i występuje w roli gospodarza, proponując wspólną walkę z Niemcami. Ze względu na słabość sił, miała to być bardziej demonstracja polityczna niż realna pomoc wojskowa dla Armii Czerwonej. Działania takie, na przykład na Wołyniu, przechodziły zupełnie bez echa.  Aby uzyskać rozgłos  postanowiono zdobyć siłami AK większe miasta jak Wilno i Lwów. Operacje te wykonano kosztem wielkich strat w ludziach i nawiązano nawet współprace z dowódcami oddziałów liniowych armii sowieckiej. W kilka dni później oddziały AK były rozbrajane, a oficerowie aresztowani przez NKWD.  Żołnierze mieli do wyboru Kaługe lub wcielenie do Armii Berlinga. Oficerowie - Kaługe lub śmierć (bo do Armii Berlinga byli nieprzydatni).Wydarzenia te nie były w stanie poruszyć opinii światowej. Dopominano się przysłania anglo-amerykańskich misji obserwacyjnych, ale bezskutecznie, bo te tereny były teatrem operacyjnym sowietów. Fakty te, zamiast zadziałać ostrzegawczo na dowództwo AK Ľutwierdzenie opinii, że powstanie zbrojne w Warszawie będzie ostatnią szansą zaalarmowania opinii światowej, że Rosjanie zagarniają Polskę, nie licząc się z jej legalnymi władzami. Okulicki, według wspomnień Iranka-Osmeckiego, mówił: ,,Wilno i Lwów, te zamordowane miasta nie otworzyły oczu Zachodowi. Ale tym razem nasza ofiara będzie tak wielka, że będą musieli zmienić swoją perfidną politykę, która skazuje Polskę na nową niewolę".  Gdy 15 lipca podejmowano decyzje o podjęciu walki w Warszawie znane było zachowanie się Rosjan w Wilnie i we Lwowie. Łudzono się jednak, że będzie ono inne na ziemiach na zachód od linii Curzona. Ale w dniu 25 lipca Bor-Komorowski winien wiedzieć, co stało się z oddziałami AK na Lubelszczyźnie, które po walce z Niemcami rozbrojono, a oficerów aresztowano i wywieziona do Rosji.  Było to wyraźne ostrzeżenie, że planowane powstanie nie może liczyć na pomoc Sowietów ani nawet na ich lojalną współpracę Ľą im formację. A pułkownik Chruściel winien wiedzieć jak niedobrze wyglądała sytuacja na froncie w dniach 28-30 lipca  w rejonie Radzymina, Tłuszcza i Wołomina,  bo oddziały AK współdziałały tam z Armia Czerwona. Pisze o tym Tomasz Strzembosz (Rzeczpospolita Podziemna, W-wa2000, str. 290-295). A jeśli ci dowódcy o tym nie wiedzieli, to tym gorzej o nich świadczy. Bo potrafili  przez 5 lat utrzymać łączność radiowa z Londynem, a nie mieli łączności z własnymi oddziałami w decydującym momencie.

BRAK PRZYGOTOWANIA

Zmiana planów Burzy spowodowała, że oddziały AK w Warszawie, liczne i doskonale zorganizowane, były bardzo słabo uzbrojone. Jeszcze do połowy lipca broń pochodzącą ze zrzutów przekazywano do oddziałów leśnych. Według posiadanych danych, w chwili przystąpienia do walki,  oddziały miały (licząc tylko podstawową broń piechoty): - 98 ręcznych karabinów maszynowych z zapasem 160 naboi na każdy, - 604 pistolety maszynowe z  zapasem 200 naboi na każdy, - 1386 karabinów z zapasem 170 naboi na każdy. Ponadto posiadano 2660 rewolwerów z 20 nabojami na każdy i około 50 tysięcy granatów ręcznych głównie własnej produkcji. Oddziały  t.zw. szturmowe liczyły około 30 tysięcy żołnierzy, wiec jak widać, tylko co piętnasty miał broń długą. Broni ciężkiej w ogóle nie było.  Teraz napiszę, to czego nikt jeszcze nie odważył się napisać. Powstańcy nie tylko byli słabo uzbrojeni, ale nie umieli też strzelać. No bo gdzie i kiedy mieli się nauczyć? Jeden z powstańców wyznał mi, że w  ramach szkolenia na konspiracyjnej podchorążówce, miał szansę tylko raz wystrzelić do tarczy podczas ćwiczeń w puszczy kampinoskiej. Niemieckie oddziały żandarmerii przechodziły systematyczny trening strzelecki, a oddziały frontowe miały za sobą 5 lat ,,praktyki". Jeśli mimo to, jak w żadnej bitwie, Niemcy mieli więcej zabitych niż rannych, to dlatego, że powstańcy w rozpaczliwej obronie przy braku amunicji, dopuszczali Niemców na odległość paru metrów Nie zadbano o zaopatrzenie oddziałów warszawskich w środki łączności jak radiostacje i telefony polowe (można było ułożyć linie telefonów polowych w kanałach). Odbiło się to fatalnie na dowodzeniu w czasie walki. Musiano zdać się na ofiarne łączniczki, a oficerowie Komendy Głównej siedząc z lornetkami na dachach wysokich budynków próbowali zgadnąć, co się dzieje w innych dzielnicach. Bór-Komorowski (Armia Podziemna) pisze, że ,,dochodzące odgłosy pozwalały mu zorientować się w przebiegu walk". Przez brak łączności nie można było skoordynować działań. Przykład:, gdy oddziały z Kampinosu dotarły na cmentarz powązkowski - oddziały powstańcze już wycofały się na Stare Miasto. Rozporządzając pieniędzmi ze zrzutów, nie zakupiono środków opatrunkowych ani nie stworzono zapasów żywności. Żołnierze od pierwszych dni powstania głodowali, zdani na skromne zapasy mieszkańców miasta.

BRAK  PRZEWIDYWANIA

Przed podjęciem decyzji każdy strateg wojskowy winien spojrzeć na mapę. Jak w końcu lipca przebiegała linia frontu? Dopiero w marcu został odblokowany Leningrad, a Niemcy trzymali się jeszcze mocno na Łotwie i w Estonii oraz na południowej Ukrainie i w Mołdawii. Wojska, które podeszły klinem pod Warszawę, traciły impet po dwumiesiecznej ofensywie spod Kowla.  Można się więc było spodziewać, że Niemcy będą zaciekle bronić linii Wisły, jako ostatniej naturalnej przeszkody przed granicami Rzeszy i że Rosjanie będę musieli stanąć przed sforsowaniem Wisły dla podciągnięcia zaopatrzenia w paliwo, żywność i amunicję. Każdy by stwierdził, że sytuacja jest niewyjaśniona i że Rosjanie mogą nie wejść z marszu do stolicy. Powstanie militarnie wymierzone przeciw Niemcom, politycznie było wymierzone przeciw sowietom i oni o tym dobrze wiedzieli. Jak w tej sytuacji można się było spodziewać od Rosjan choćby lojalnego współdziałania?  Znając ich wrogi stosunek do Armii Krajowej i całego obozu londyńskiego należało przyjąć, jako wysoko prawdopodobne, że ze względów politycznych wstrzymają ofensywę. Była to dla Stalina wyjątkowa okazja, aby niemieckimi rękoma pozbyć się w Polsce opozycji antykomunistycznej i kwiatu inteligencji. Byłoby naprawdę zdumiewające, gdyby z takiej okazji nie skorzystał. Niestety, członkowie Komendy Głównej AK takiej alternatywy nie przewidywali. Nie byli to ludzie ograniczeni, tylko jak pisze Iranek-Osmecki: Ľchcieliśmy dopuścić do naszych myśli takiej alternatywy, bo niszczyła nasza racje bytu".  ,,Trzeba zając miasto i utrzymać je do nadejścia Armii Czerwonej, a jeśli nie nadejdzie - umrzeć" - zadecydował Okulicki, wydając tym samowolnie wyrok śmierci dla 200 tysięcy mieszkańców stolicy. Nie pytanych, czy podzielają ten jego zapał do umierania.

OBŁĘDNE  SCENARIUSZE

Natomiast przewidywano inne pesymistyczne na ogół scenariusze wydarzeń po wejściu Rosjan, w zależności od ich zachowania się. I tak wymyślono: - Dowódca okręgu warszawskiego (płk Chruściel) pozostaje w pobliżu mostów (w założeniu, zdobytych przez powstańców) i ujawnia się Rosjanom jako komendant garnizonu, a Jankowski ujawnia się jako przedstawiciel władz cywilnych z ramienia rządu londyńskiego, czyli jako gospodarz. - Komenda Główna pozostaje na zachodnich krańcach Woli w fabryce Kamlera i obserwuje zachowanie się Rosjan. Jesli Rosjanie nie aresztują komendanta okręgu, to KG ujawnia się, a doborowe odziały Kedywu, stanowiące osłonę KG na Woli - maszerują defilować. W wypadku aresztowania Chruściela - KG i oddziały Kedywu albo przechodzą do Kampinosu, (zastanawiam się dziś po co? Przecież to zagajnik, który Rosjanie, nie liczący się ze stratami ludzkimi, mogli przeczesać w kilka godzin),  albo zamykają się z radiostacją w murach fabryki Kamlera na Woli i bronią się tam, aby ,,wywołać światowy skandal". Doborowe oddziały Kedywu, zgromadzone na Woli, nie zdawały sobie sprawy, że znalazły się tam głownie po to, aby bronić Komendę Główną AK przed  Rosjanami . - Jeśli Rosjanie aresztują również członków KG - to wtedy pozostający w głębokiej konspiracji Okulicki (włączył się do powstania dopiero 15 września) - będzie miał za zadanie odbudować struktury dowództwa AK. Niestety nikt nie chciał dopuścić myśli, że Rosjanie W OGOLE NIE WEJDA, gdyż wtedy pomysł powstania straciłby rację bytu.

BRAK  WIEDZY  WOJSKOWEJ  CZYLI  PARTACKA  ROBOTA

Te spekulacje spowodowały, że powstanie było już przegrane w pierwszych godzinach walki. Bo Komenda Główna tak była zajęta planowaniem jak ,,przyjąć" Rosjan, że jakby zapomniała, że najpierw trzeba stoczyć walkę z Niemcami.

 - Pierwszym błędem była ustalona godzina wybuchu powstania. Myślano, że o 17.00 duży ruch na ulicach pozwoli grupom szturmowym zbliżyć się niepostrzeżenie do bunkrów przed niemieckimi obiektami, obrzucić je granatami i budynki zdobyć łatwiej niż pod osłoną nocy. Niestety, efekt zaskoczenia zawiódł. To była za duża operacja, aby wiadomość o niej nie rozeszła się ,,pocztą pantoflową" wśród mieszkańców i nie dotarła do Niemców poprzez konfidentów. Piszący te słowa pamięta, że o zapowiedzi wybuchu dowiedział się o 16.00 będąc na ul. Żurawiej u znajomych. Biegliśmy ulicami w kierunku domu, a gdy dotarliśmy za piętnaście piąta w rejon placu Unii - powstańcy już byli na punktach zbornych, ulice opustoszałe, a Niemcy czekali na stanowiskach ogniowych. Atakujących w biały dzień powstańców, przywitali huraganowym ogniem. Efekt: mimo ogromnych strat, dochodzących do 90% stanów oddziałów, żadnego z obiektów (atakowanych wg. gen. Pełczyńskiego przez  p o m y ł k ę)  -nie zdobyto.

- Na skutek skróconego czasu mobilizacji, na miejsca zbiórek dotarło średnio tylko 65% zaprzysiężonych, a z wielu magazynów nie zdołano wydobyć broni. Tak więc do boju ruszyło tylko około 20 tysięcy powstańców, jedynie w 25% uzbrojonych w broń palną. Siły garnizonu niemieckiego oceniono na 20 tysięcy uzbrojonych ,,po zęby" żołnierzy, na dogodnych pozycjach obronnych. Ponadto na terenie miasta znalazły się czołgi pododdziałów niemieckich dywizji, zmierzających na front. - Jedyną siłą uderzeniową, jaką rozporządzała KG, były oddziały szturmowe     Kedywu  zgrupowania Radosława ( legendarne bataliony ,,Pieść¨ i ¨Miotła¨) oraz    bataliony harcerskie Szarych Szeregów (,,Zośka¨ i ¨Parasol¨) - 2200 ludzi, w miarę dobrze uzbrojonych. Te oddziały 1 sierpni zaatakowały tylko drugorzędne, słabo bronione fabryczki i magazyny na Woli, stanowiąc głownie odwód i ubezpieczenie Kwatery Głównej w fabryce Kamlera.  Dołączono do nich nawet w ostatniej chwili najlepiej uzbrojoną kompanię nieszczęsnego batalionu Jeleń, która miała zaatakować rejon Szucha.

- W żadnych opracowaniach nie można doszukać się dokładnej relacji z przebiegu, najważniejszej ze względów strategicznych, walki o przyczółki mostowe po obu stronach Wisły. Wysłano tam pewnie oddziały tak słabo uzbrojone, że wszyscy uczestnicy zginęli. Wygląda na to, że planowano głównie zdobywanie gmachów państwowych, aby je oflagować i pokazać, że w mieście działa już polska administracja cywilna, a zdobywanie mostów pozostawiono Rosjanom, aby nie wjechali za szybko do Warszawy.

- Już po godzinie walki zapanowało poczucie klęski i kompletny chaos - przy braku łączności oddziały z Żoliborza wyszły w nocy do Kampinosu, gdy te z Kampinosu szły na Żoliborz. A te z Mokotowa i Ochoty wyszły do lasów kabackich i chojnowskich - sądząc, że powstanie w centrum miasta upadło. Ten odwrót też był okupiony ciężkimi stratami: pod Pęcinami zginęło 93 powstańców. - Wydając rozkazy zaatakowania takich twierdz jak rejon Szucha, koszary Smigłego-Rydza na Chocimskiej czy koszary lotników na Rakowieckiej, dowództwo wykazało kompromitujący brak wiedzy wojskowej lub  karygodną lekkomyślność. Ja jestem tylko plutonowym-podchorążym, ale na studium wojskowym wbijano mi do głowy, że aby atak miął szansę powodzenia, trzeba mieć przewagę liczebną nad wrogiem w stosunku 2:1. Stosunek był 1 powstaniec na 3 Niemców, przy braku broni długiej, nie mówiąc już o broni ciężkiej.

-  Rozkaz zdobywania lotniska na Okęciu został odwołany, ale za późno - zginęło 8 oficerów i 120 żołnierzy (Borkiewicz, Powstanie...) Łącznie pierwszego dnia walki poległo lub zostało rozstrzelanych 2000 powstańców, a 5000 wyszło do lasów. Do dnia kapitulacji zginęło 18 tysięcy, a 20 tysięcy zostało rannych. Do niewoli wyszło 16 tysięcy.

- Ten brak wiedzy wojskowej potwierdza rozpaczliwy rozkaz Bora wydany 14 sierpnia, przez radio, niezaszyfrowanym tekstem, do oddziałów leśnych, aby ,,szły na odsiecz Warszawie". Oddziały z Kampinosu zasiliły 6 sierpnia  Żoliborz, gdzie zresztą okazały się mało przydatne do walki w mieście. Ale oddziały z puszczy kozienickiej i świętokrzyskiej po wyjściu na otwarte przestrzenie,  zostały rozbite. Niemcy na nie już czekali. Niektórzy dowódcy odmówili wykonania rozkazu, doszło do sądów polowych i do rozłamów w organizacji AK.

- Szczytem zagubienia się dowództwa była sytuacja miedzy 5 a 10 sierpnia, gdy Delegat Rządu a potem i płk Radosław nalegali na Bora, aby oddziały powstańcze wyszły z miasta do Kampinosu. Bór nie mógł się zdobyć na decyzję, a najlepsze oddziały Kedywu i Bataliony Harcerskie wykrwawialy się, broniąc cmentarzy jako drogi wyjścia do Kampinosu. W tym samym czasie, gdy powstańcy próbowali utrzymać cmentarze, Niemcy w ciągu 2 dni utorowali sobie drogę tuż obok, wzdłuż ulicy Wolskiej do mostu Kierbedzia i bezkarnie mordowali mieszkańców Woli (5 sierpnia - 38 tysięcy). Gdyby powstańcy, zamiast tkwić na cmentarzach, zaatakowali Niemców, przecinając pobliską Wolską, to na pewno przeszkodziłoby to  w masowych egzekucjach i dałoby czas na ewakuacje mieszkańców Woli do Śródmieścia. Oddziały Radosława w liczbie 2200 dobrze uzbrojonych żołnierzy miały wtedy nawet 2 zdobyczne czołgi, ale nie były w stanie jednocześnie bronić cmentarzy i atakować Niemców, posuwających się obok ulica Wolską. Gdy wreszcie Bór podjął decyzję, że wyjście z miasta i pozostawienie mieszkańców na pastwę Niemcom byłoby niemoralne - oddziały Radosława z cmentarzy musiały wycofać się na Stare Miasto przez otwarte tereny byłego getta, po utracie w sumie aż 70% swoich stanów.

Mitem jest, że Niemcy przez 63 dni nie mogli stłumić powstania. Tak jak przebili się w ciągu 2 dni z Woli do mostu Kierbedzia, tak mogli z powstaniem skończyć w ciągu tygodnia, rzucając do walki jedną dywizję pancerną - o którą bezskutecznie dopominał się pacyfikujący Warszawę Von dem Bach-Zelenski. Wyczuli jednak, że toczy się gra polityczna i że jak długo powstanie będzie się tliło, tak długo będzie stał wyczekująco front za Wisła. Wiec zgodnie z rozkazem Hitlera niszczyli systematycznie miasto, ostrzeliwując z najcięższych dział i bombardując, ale oszczędzali już bardzo swoich ludzi. Używali do tłumienia powstania tylko zbieraniny rożnych drugorzędnych batalionów jak brygada więźniów kryminalnych Dirlewanlera i Rosjan w służbie niemieckiej (brygada Kamińskiego, błędnie nazywana własowcami), likwidując kolejno polskie punkty oporu. Nie umniejsza to wcale poświecenia i bohaterstwa powstańców, którzy bronili się zawzięcie, zadając Niemcom duże straty. Była to jednak obrona straceńców wpędzonych w pułapkę, którzy woleli śmierć z bronią w ręku niż rozstrzelanie. Ale ta desperacka walka powstańców pociągała za sobą masakrę mieszkańców miasta. W czasie obrony Starego Miasta zginęło 30 tysięcy ludzi.

CZY  MOGŁO NIE DOJŚĆ  DO  TAKIEJ KATASTROFY ?

Mówi się, że w zaistniałej sytuacji w zasadzie każda decyzja  musiała prowadzić do katastrofy. Niektórzy pisali, że gdyby Bór nie rozpoczął powstania, to wybuchłoby w jeszcze gorszym terminie i pod jeszcze gorszym dowództwem. Nie zgadzam się z tym poglądem. Mogę się tylko zgodzić, że każda inna decyzja nie mogła spowodować już gorszych skutków: miasto zrównane z ziemia, wygubiony kwiat młodzieży, utracone skarby kultury.  Czy było inne rozwiązanie ? Było. Naród poniósł już tak straszne straty w ludziach, w Katyniu, podczas okupacji i na wszystkich frontach, że naczelnym zadaniem polityków i dowódców wojskowych było ratowanie tych co pozostali, a nie szafowanie życiem Polaków jakby nas było, tak jak Rosjan, 250 milionów. Zrozumiał to dowódca Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Gdy ruszyła sowiecka ofensywa styczniowa, poszedł do Niemców i powiedział: ,,Wy przestajecie być naszymi wrogami, bo opuszczacie nasze ziemie. Pozwólcie nam odejść razem z wami, aby uratować naszą młodzież  przed bolszewikami" I taka zgodę dostał. Wyprowadził z Polski 1500 ludzi, głownie młodzieży akademickiej.

Co mógł zrobić Bór-Komorowski ?

Mógł po prostu już w lipcu wydać ten rozkaz, który wydał Okulicki parę miesięcy później (pięknie zresztą zredagowany): rozkaz o rozwiązaniu Armii Krajowej. Mógł w nim wytłumaczyć żołnierzom, że Armia Krajowa przez lata okupacji wypełniła swoje zadanie, dokonując akcji sabotażowych i wywiadowczych, odbijając więźniów, likwidując kolaborantów - ale że walka z nowym okupantem skazana jest na klęskę. Dowód: w rejonie Lwowa nigdy nie udało się stworzyć organizacji AK. Zaraz była denuncjowana przez Polaków i wszyscy byli aresztowani przez  NKWD (jak Tokarzewski a potem Okulicki). Po czym należało zniszczyć wszystkie archiwa AK. Cokolwiek by się stało po wydaniu takiego rozkazu, nie miałoby tak tragicznych skutków jak Powstanie. Prawdopodobnie  Niemcy wywieźliby na roboty cześć mieszkańców, ale większość by  przeżyła i mogłaby po wojnie bez obaw wrócić do Polski, bez ,,czarnego biletu" jakim był udział w Powstaniu. To ocalone pokolenie na pewno utrudniałoby choćby biernym oporem sowietyzację kraju, przeciwstawiając się tym, co dali się omotać komunistycznej propagandzie.  Być może w 1956 albo i wcześniej skoczyli by do gardła komunistom, jak zrobili to Węgrzy. Ale nawet wtedy, Rosjanie na oczach opinii światowej nie mogliby mordować masowo mieszkańców i zrównać z ziemią miasto. W Budapeszcie w 1956 straty ludzkie i materialne nie stanowiły nawet 1 procenta tego, co w czasie powstania w Warszawie. Ale tych Wspaniałych Chłopców i Dziewcząt już nie było...Jest po prostu zdumiewające, jak dosłownie kilku ludzi, bez wyobraźni i odpowiedzialności mogło zniszczyć tak wspaniałą organizację jaką była Armia Krajowa, zresztą przedmiot ich dumy - i pozbawić Kraj elity.

A co mogli zrobić ze sobą członkowie Komendy Głównej AK ? Otóż mogli ewakuować się na Zachód lub ,,wstrząsnąć sumieniem świata" popełniając zbiorowe samobójstwo, zamiast wysyłać na pewną śmierć tysiące cudzych dzieci. Była jeszcze jedna szansa ograniczenia skutków katastrofy, już w czasie walki. W połowie sierpnia, gdy miasto płonęło a front sowiecki stał i intencje Stalina już były znane, pojawił się w Warszawie rosyjski kapitan wywiadu - Kaługin. Zaproponował on Borowi, aby kanałami AK poprzez Londyn wysłać depesze do Marszałka Stalina, że lud Warszawy prosi Go o pomoc. Przedstawił nawet gotowy tekst depeszy, utrzymany w hołdowniczym tonie. Bór odmówił. W kilka dni później tej samej treści depeszę podsunęli  mu do wysłania przez Londyn dowódcy walczącyh oddzialow komunistycznych, rzekomo podpisana przez stronnictwa lewicowe, choć mogli ja wysłać bezpośrednio do Moskwy swoimi kanałami. Bór znowu odmówił, rozumiejąc, że jeśli to ,,wezwanie ludu Warszawy" przejdzie przez kancelarie dyplomatyczne Foreing Office, to będzie dla światowej opinii jasne, że Armia Czerwona wyzwala Warszawę  na prośbę ludu lub partii lewicowych , a nie polskiego rządu emigracyjnego. Wtedy wkraczające oddziały sowieckie byłyby zwolnione z rozmowy z ,,londyńskimi pajacami" w Warszawie. Pisze o tym szeroko Iranek-Osmecki, zgadzając się z Borem, że była to propozycja nie do przyjęcia. Widać tu zacietrzewienie członków Komendy Głównej, którzy w danej chwili nie bronili już  losu żołnierzy i mieszkańców płonącego miasta, tylko bronili nadal swojej utopijnej koncepcji zainstalowania władzy rządu londyńskiego w Warszawie.  Czasem myślę sobie, że dla uniknięcia tej tragedii zabrakło jednego trzeźwego człowieka z charakterem, który by w przededniu powstania poszedł do Niemców i zadenuncjował tych ludzi chodzących po Księżycu. Uratował by stolicę  przed spaleniem i życie 200 tysiącom ludzi. A nasi ,,zachodni sojusznicy' ześwinili się wobec nas, nie tym, że nie udzielili większej pomocy militarnej, bo to było technicznie trudne (stracili 35 samolotów i 330 lotników). Skandalem było to, że aby nie narazić się Stalinowi (wiadomo, sowiecki teatr operacyjny), przez miesiąc nie mogli się zdobyć na wydanie Niemcom ostrzeżenia, że powstańcy są żołnierzami koalicji i przysługują im prawa kombatanckie zgodnie z konwencją genewską. Do tego momentu rozstrzeliwano powstańców  jako ,,bandytów". A później różnie bywało.

PRÓBY  USPRAWIEDLIWIENIA

Dziś spotyka się często publikacje próbujące usprawiedliwić decyzje o wywołaniu Powstania. Próba usprawiedliwienia przyszła też z najmniej oczekiwanej strony. Zaskoczeniem był dla mnie artykuł wielce szanowanego przeze mnie pana Jana Nowaka-Jeziorańskiego, jaki znalazłem w ,,Tygodniku Powszechnym"( Nr 31/1994 - Gra o Polskę). Oto próba polemiki z tezami Autora: Nie można twierdzić, że powstanie opóźniło o 6 miesięcy ofensywę sowiecka na   Berlin i zmieniło na niekorzyść Rosji układ sił w Europie.  Teatry operacji wojskowych i późniejsze strefy wpływów zostały już ustalone w Teheranie, co sam Jeziorański przyznaje dalej, pisząc, że wojska amerykańskie musiały zwolnić marsz, a potem nawet wycofać się za linię demarkacyjną. Rosjanie nie musieli się śpieszyć, mieli zagwarantowany swój ,,kawałek tortu" i to alianci mogliby być w Berlinie dużo wcześniej. A gdyby nawet przyznać racje Jeziorańskiemu, to należałoby obarczyć przywódców powstania jeszcze winą o przedłużenie wojny o pół roku i śmierć kilku milionów ludzi w obozach i na frontach. Prawdą jest, że Rosjanie musieli przygotować się do ostatecznej ofensywy na Berlin, która zresztą do Berlina nie dotarła, lecz ugrzęzła na Odrze. Pan Jeziorański pisze, że naród polski przez 5 lat przygotowywał się do rozprawy z wrogiem, więc nie można było zrezygnować z podjęcia walki. Naród się przygotowywał, ale nie do powstania w Warszawie, z której jeszcze w lipcu wysyłano broń na prowincję. Warszawa do powstania nie była przygotowywana. Dalej argumentuje, że naród polski nie po to walczył przez całą okupację, aby na końcu poddać się bez walki i wyjść z przetrąconym kręgosłupem. W biznesie jak ktoś zainwestuje np. 100 milionów i widzi, że stracił już 80, a może stracić wszystko, to wycofuje się z gry nie patrząc na zainwestowane koszty (jak mówią Francuzi ,,ratuje meble"). Czesi nie mieli partyzantki, powstanie w Pradze zrobili im 5 maja 1945 Własowcy, (którzy zmieniając front próbowali ratować własna skórę) - ale oni nie czują, aby mieli przetrącony kręgosłup.

Wątpliwym też jest, że to na skutek powstania Stalin nie uczynił z Polski  sowieckiej republiki. Sam Jeziorański przeczy sobie, pisząc dalej, że nie zrobił tego z Polską i z innymi krajami wschodniej Europy, bo byłoby to bardzo źle odebrane przez komunistyczne partie na Zachodzie. Nie zgadzam się też z Autorem, że po powstaniu nastąpiła konsolidacja narodu i podział na MY i ONI. Taki podział nastąpił, ale propaganda komunistyczna trafiała na podatny grunt w środowiskach chłopskich i robotniczych, i biorąc pod uwagę liczbę kolaborantów, aktywistów, i ludzi ogłupionych - podział ten był bliski 50% do 50%,  można więc mówić raczej o rozbiciu narodu. Już w epilogu do swojej wspaniałej i bardzo obiektywnej książki Kurier z Warszawy pan Jeziorański próbuje usprawiedliwić decyzję o rozpoczęciu powstania. Pisze, że pójście na ustępstwa sowieckie dałoby komunistom legitymacje do sprawowania władzy. Otóż komuniści wcale tej legitymacji nie potrzebowali, najlepszy dowód, że rządzili bez niej Polską przez 55 lat. A dla opinii światowej stwarzali pozory legalności organizując sfałszowane lub fikcyjne ,,wybory". Natomiast być może prawdą jest, że doświadczenie Powstania ustrzegło nas przed interwencją sowiecką w 1956 i 1981 roku. Sowieccy marszałkowie ostrzegali Biuro Polityczne KPZR, że Polacy to naród szaleńców (jeśli nie wariatów). Opinia niezbyt pochlebna, ale czasem  przydatna.  Twierdzenie, że polegli Powstańcy odnieśli dziś pogrobowe zwycięstwo, bo odzyskaliśmy niepodległą Rzeczpospolitą, jest tylko piękną metaforą. Tylko, gdyby Oni zobaczyli jak ta Polska, gwałcona przez komunistów przez 55 lat dziś wygląda - to by zapłakali. Nie o taka Polskę walczyli ci Wspaniali Chłopcy i Dziewczęta. W Katyniu i przez lata wojny utraciliśmy część elity narodu. W Powstaniu straciliśmy resztę. I to był GWOŹDZ DO TRUMNY NASZEJ NIEPODLEGŁOŚCI. Bo w komuniźmie panował już tylko negatywny dobór kadr, w myśl zasady ,,mierny ale wierny". Nowa ,,elitę" zaczęli tworzyć tylko zdrajcy lub miernoty. I skutki tego odczuwamy do dziś, gdy patrzymy z jakim trudem odradzają się nasze nowe elity polityczne, kulturalne czy naukowe.

OSTATNIE  REMINISCENCJE

W społeczeństwie ciągle żyje ,,mit bohaterskiego zrywu Stolicy". Powstanie stało się legendą. Sam ta legendę noszę w sobie od 50 lat. Wejście Rosjan zastało nas w styczniu 1945 w Piotrkowie Trybunalskim. Pamiętam jak jakieś wyrostki pozbierały porzucone przez Niemców karabiny, założyły sobie biało-czerwone opaski i zaczęli ,,robić Polskę". A mnie chciało się płakać na wspomnienie, z jakim bohaterstwem zdobywali broń Chłopcy z AK i z jakim poświeceniem tą bronią o Polskę walczyli. Gdy urządzono nam defiladę oddziałów Ludowego Wojska Polskiego pod dowództwem sowieckich oficerów (bo naszych zgładzono w Katyniu), to tłum ludzi witał ich w milczeniu. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że nie na takie wojsko czekaliśmy, że to wielkie oszustwo. I dlatego potem, w czasach najczarniejszej nocy stalinowskiej i przez cale pół wieku tego oszustwa, myślałem sobie z satysfakcja, że dzięki Powstaniu przeżyłem chociaż 60 dni w AUTENTYCZNEJ  Polsce, która miała wtedy powierzchnię kilkunastu kilometrów kwadratowych. Ale za jaka cenę ! Znam nawet takich nielicznych, co mówią, że ich walka w Powstaniu, to były najpiękniejsze chwile w ich życiu. Ale ci liczniejsi, spaleni żywcem, przywaleni gruzami i potopieni w kanałach, już nam nie powiedzą, jakie to były dla nich chwile. Możemy się jednak domyślać, co myśleli o powstaniu i o powstańcach, bezbronni mieszkańcy w chwili przed rozstrzelaniem w ramach represji.  Dlaczego o tym piszę ? Na moich oczach w pierwszej godzinie Powstania zginął cały batalion ,,Jeleń". Czuje się ciągle dłużnikiem tych Chłopców, którzy porwali się do walki o Niepodległą Polską, a więc też o Polskę dla mnie. Nie wiedzieli, że los Polski już dawno został przesądzony, że ich ofiara jest nadaremna. Oni nie mają nawet swoich grobów, ale gdyby mogli powstać z trumien, to by zawołali głosem pełnym goryczy: KTO I PO CO NAS RZUCIŁ NA TEN OFIARNY STOS ? Czynię to za Nich i próbuje na to odpowiedzieć.  Ta bolesna sprawa odzywa się we mnie, gdy widzę w telewizji uroczystości sprowadzenia urny z prochami Bora-Komorowskiego, czy odsłonięcia pomnika Okulickiego. Nie rozumiem, dlaczego społeczeństwo do tej pory nie oceniło tych ludzi. Czy robi się to dla rodzin poległych, które wolę wierzyć, że ich bliscy polegli za Wielka Sprawę niż, że zginęli w niepotrzebnej już bitwie ? Czy te uroczystości są nam niezbędne do odzyskania tożsamości narodowej? Napoleon zrobił jednak coś dla Francji (do dziś obowiązuje Kodeks Napoleona), ale postrzegany jest tam jako awanturnik i nie uświadczysz we Francji ani placu ani ulicy jego imienia. Gloryfikowanie osób bezpośrednio winnych masakry, to aprobowanie nieodpowiedzialności, to szkodliwe dla przyszłych pokoleń utrwalanie jako pozytywnych wzorców ludzi, którzy doprowadzili do tragedii.. Według mnie, aby nie zafałszowywać historii, trumny z prochami przywódców Powstania, winnych tej hekatomby ofiar, nie powinny spoczywać na Kwaterze Powstańców,  obok grobów ich młodocianych żołnierzy, których bez broni i bez sensu wysłali na pewną śmierć.       Tragedia Powstania Warszawskiego stała się lekcją i przestrogą dla społeczeństwa, które na szczęście zrozumiało to w październiku 1956 i w latach osiemdziesiątych. Na zakończenie zacytuję końcowy fragment kiążki Jan Matłachowskiego, działacza Stronnictwa Narodowego w czasie Powstania i na emigracji (Kulisy genezy Powstania Warszawskiego): ,,Powstanie Warszawskie to synonim polskiego heroizmu i niemieckiego barbarzyństwa. Tym niemniej powszechny heroizm i jego kult nie może przesłaniać problemu odpowiedzialności. Na tych, co szafują życiem ludzi, ich dorobkiem i zasobami kultury narodowej, ciąży wyjątkowa odpowiedzialność. Powstanie to wielkie historyczne wydarzenie, którego prawda powinna być należycie znana, aby kłamstwa o nim nie rodziły zatrutych owoców.     Powstanie Warszawskie rodzi nakaz podejmowania wzmożonych wysiłków nad właściwą i powszechną poprawą kultury politycznej narodu. Prawda o Powstaniu unaocznia skutki niewłaściwego mechanizmu selekcji i doboru właściwego człowieka na właściwe stanowisko. Te wady naszego organizmu narodowego są schorzeniami zadawnionymi, powstałymi przez zaniedbywanie na przestrzeni wieków i do dziś, zasad umiejętnego rządzenia się.     Pamięć o Powstaniu winna uczyć kultu wielkości człowieka oraz kultu kompetencji i odpowiedzialności za życie i wartości Narodu. Czas na polską szkołę realizmu i kult rzetelnej kompetencji. O to wołają gruzy Warszawy i tysiące poległych, a wołają na miarę wielkości i powszechności bohaterstwa ujawnionego w Powstaniu.

Autor uprzejmie prosi, aby wszelkie uwagi krytyczne lub wyrazy oburzenia kierować na jego adres e-mail:   jeansidor@engineer.com

[powrót]